January 14, 2015

Good Party / Je suis Charlie / March of the Hypocrites

The Krasnals "Good Party / Je suis Charlie / March of the Hypocrites". 2015. Oil on canvas. 40 x 70 cm

LIBERTÉ, ÉGALITÉ, FRATERNITÉ / Charlie Hebdo

The Krasnals. Whielki Krasnal "LIBERTÉ, ÉGALITÉ, FRATERNITÉ / Olimpia / Hidden Beauty / Charlie Hebdo". 2012. Oil on canvas. 110 x 130 cm

MADE IN POLAND

The Krasnals. Whielki Krasnal "Made in Poland - Rewolucjonistki". 2013. Olej na płótnie. 150 x 150 cm

MADE IN POLAND – kondycja polskiego społeczeństwa początku XXI wieku
Dobre bo Polskie.
Kochamy Cię Polsko, jesteśmy zadowolone.
Rewolucjonistki Neopostkomunistycznego Korporacyjnego Konsumpcjonizmu
Najnowsza odmiana Polskich Buraków Genetycznie Modyfikowanych
Gdzie tak naprawdę jest dzisiaj jądro polskiego ciemnogrodu?
PKB Polski rośnie.
Polish Fiuture ma dobre prognozy.
Jest nam dobrze w Polsce.
Życie codzienne na zielonej wyspie
Zadowolone, szczęśliwe i głupie

Obraz przedstawiający tendencje młodego pokolenia.

Co dziś jako Polska mamy na eksport? Polska ostatnimi laty zainwestowała w ogromne hodowle nowoczesnej odmiany buraków, utuczonych debili, bezmózgowców. Celem produkcji tak zmodyfikowanych organizmów jest uzyskanie egzemplarzy o pożądanych cechach w hodowli – poprawnych polityczne, obłych, zakwaszonych, zaflegmionych, gładkich, dojrzałych, bez jakiejkolwiek skazy – bez jakichkolwiek usterek pod postacią ustępstw od zaprogramowanego schematu. Produkty te zostały w dużym stopniu udoskonalone w porównaniu do wytworów XX wiecznej komuny - praktycznie nie nawalają! Posiadając stały dostęp do kiełbasy, są zawsze zadowolone. Nie mają powodów do autorefleksji, dlatego nigdy nie wpadną na pomysł buntu.
Doskonały materiał na Czerwone Rewolucjonistki, kultywatorki Neopostkomunistycznego Korporacyjnego Konsumpcjonistycznego Ciemnogrodu.

Jak została zaprogramowana odmiana polskiej przedstawicielki nowoczesnego ciemnogrodu?
To już nie elegancka biznes łomen, lecz roztyty babsztyl, rozwalony przed telewizorem, oglądający Top Models, seriale, tok szoły i doskonałą panią domu. Ulubiona rozrywka to zakupy w Biedronce lub Tesco, dla nieco lepszych Piotr i Paweł. Wszyscy marzą o Almie – symbol dobrobytu polskiej rodziny, ale po kryjomu chodzą do Biedronki. Są światowi – mogą jeździć po całej Unii, ale tego nie robią bo ich nie stać. Aby żyło im się jeszcze lepiej, zaciągają kolejne kredyty. W najnowszym regulaminie przypominają codziennie o obowiązkowej krytyce Kościoła, więc jest to jeden z ulubionych tematów do ponabijania się np. podczas wcinania ciastek. W nagrodę takie buraki mogą opłacić budowę i utrzymanie kolejnego stadionu.

Czy chcesz aby również twoja przyszłość właśnie tak wyglądała? Czy to jest szczyt twoich marzeń i ideałów?

Całemu naszemu społeczeństwu przyda się dobra lewatywa!

The Mirror of the Origin

The Krasnals, Whielki Krasnals „The Mirror of the Origin /  Looking for sence of Art / Boredom” Tribute to Gustave Courbet „Origin of the World”, Deborah de Robertis „Mirror of Origin”, The Krasnals ”Looking for Art Circulation”.
Nuda reagująca - charakteryzuje się potrzebą szybkiej reakcji i silną motywacją do POSZUKIWANIA ALTERNATYW, tworzenia czegoś.



Z notatnika: Ogólnie koncepcja ma dotyczyć poszukiwania na nowo sensu sztuki, może powrót do początków, do źródła, do Origin of the World Courbeta, do sztuki poza systemem (polityki, rynku, ekonomii) który ją spłaszczył i wyssał z autentyczności. Tęsknota za klimatem dekadencji, szaleństwa i obłędu, przeciwnego instytucjonalnemu, urzędniczemu, nudnemu i skorumpowanemu światu sztuki współczesnej. It’s not curators and critics who will tell what is art. It’s only artist who can decide about it!
Fuck the system! We look for Art!
Back to the origin of Art
Looking for free art outside the system
Looking for origin of Art
It’s impossible for system to create the Masterpiece!
System can only produce projects. It’s artist who is able to create a masterpiece!
Dziś sztuka – organizacja plus biznes plus polityka. Artysta – realizator projektu, nie twórca.
Looking for sense
Jerry Salz „Operating within rules isn’t art.”
Szaleństwo plus organizacja – arcydzieło.

 




"Szczerość" Jaromir Jedliński - tekst o The Krasnals/Whielki Krasnal

http://magazyn.o.pl/2014/jaromir-jedlinski-whielki-krasnal-the-krasnals-szczerosc/

„– Schematycznie rzecz ujmując, masz trzy podstawowe tendencje. Pierwsza, najważniejsza, ta, która ściąga jakieś 80 procent dotacji i której produkcje sprzedają się za największe pieniądze, tak zwana «gore»: amputacje, kanibalizm, wyłuskiwanie gałek ocznych etc. Na przykład wszelka współpraca z seryjnymi mordercami. Druga to ta, która posługuje się humorem. Znajdziesz tu bezpośrednią ironię na temat rynku sztuki, w stylu Bena, bądź rzeczy bardziej subtelne à la Broodthaers, gdzie chodzi o to, by wywołać niepokój i wstyd u widza lub artysty, albo obydwu jednocześnie, przedstawiając spektakl żałosny, mierny, co do którego wartości artystycznej możemy mieć poważne wątpliwości; tutaj znajdziesz wszelkie dzieła krążące wokół kiczu, z którym się porównujemy, o który się ocieramy i do którego czasem się zbliżamy, ale tylko po to, by podkreślić przez metanarrację, że nie jesteśmy znowu tacy naiwni. Wreszcie masz trzecią tendencję, to świat wirtualny: często są to młodzi, pod silnym wpływem mangi i heroic fantasy; wielu tak zaczyna, po czym wycofuje się ku pierwszej tendencji, kiedy tylko uświadomią sobie, że Internetem nie da się zarobić na życie.
– Domyślam się, że nie mieścisz się w żadnej z tych trzech tendencji.
– Lubię kicz czasami, nie czuję potrzeby, żeby się z niego wyśmiewać.”
Michel Houellebecq, Możliwość wyspy[1]
The Krasnals. Whielki Krasnal, „«To bardzo interesujące, że młodzi poeci myślą o śmierci, a stare pierdoły o nieletnich dziewczynkach» – Michel Houellebecq”, z cyklu „GoodFellas”, 2014, olej, płótno, 45×45 cm

To, co robią Whielki Krasnal. The Krasnals przepełnione jest uczuciami – tymi, jakich doznają autorzy oraz jakie odzwierciedlane są w owocach ich pracy – malowanych i rysowanych obrazach, tekstach, akcjach. Percepcja tych rzeczy i działań również przepełniona jest wyrazistymi emocjami odbiorców. A uczucia i emocje stanowią przecież zasadniczą rzecz sztuki, w dwudziestowiecznej sztuce i humanistyce nieco wszak zapoznaną. Przez artystów takich jak nas tu zajmujący, uczucia przywracane są na swoje w sztuce miejsce. Miejsce poczesne. Dlatego akcentuję tu cechującą ich szczerość.

Dotychczasowe gry w sztuce się nam przejadły. Sztuka współczesna znalazła się w martwym punkcie. Whielki Krasnal. The Krasnals rozpoznali w jej głównym nurcie coś, co nazwać można „wielkim żarciem” i wolnym żartem. Zaproponowali więc nową, własną grę, posługującą się domysłami. Grę w domyślność. Skoro wokół tyle jałowości, to oni chcą pozostać wstrzemięźliwi. Ale nie postni. Raczej psotni. Nadmiar nie do wytrzymania zwracają. Mówią przy tym: reszty nie trzeba.

Popatrzmy na dwa wczesne obrazy, ważne dla krytycznej części malarstwa Whielkiego Krasnala. The Krasnals i dla sztuki krytycznej w ogóle. Wpierw Piramida zwierząt / na podstawie pracy Katarzyny Kozyry (2008), gdzie na jednolitym gładko nałożonym szarym tle, na pionowym prostokącie płótna widzimy wyobrażenie goryla w zadumie, przykucniętego na szczycie wzniesienia (zaznaczonego przez odkryte surowe płótno malarskie przy dolnej krawędzi). Obok niego napis czarną farbą: „Artysta”. Na jego barkach usadowił się szympans o fizjonomii przebiegłego mędrka, przy nim widzimy słowo: „Kurator”. Na jego zaś głowie na dwóch łapach balansuje gibka małpa o zaciętych wargach i pustych oczach, gibon albo czepiak z ogonem jak wysuwający się z odbytu ni to znak zapytania, ni to przyczepno-zaczepny haczyk, obok wyraz: „Krytyk”. Ta piramida małp-alegorii nawiązuje (wprost, w tytule) do osławionej realizacji z dorobku Kozyry (znamy podobne piramidy zwierząt: tę uliczną z Bremy, przykładowo, wcześniejszą od Kozyry, a ilustrującą baśń Braci Grimm Czterej muzykanci z Bremy lub późniejszą – Maurizio Cattelana). Na naszym obrazie małpy namalowane zostały krótkimi pociągnięciami pędzla z użyciem czarnej i białej farby olejnej. To świetne malowidło przenika jakaś melancholia, nie zaś – jak można by sądzić – tendencja czy satyra. Tak jest i tyle  unaocznia nam autor.

W tymże 2008 roku spod tego samego pędzla wyszedł podobnie malowany, nieco jaśniejszy obraz (ponad metrowy kwadrat), gdzie na szarym tle wyobrażone zostały dwie kobiety, pracownice wytwórni przetworów w słoikach. Idzie tu o fabrykowanie marzeń oraz wyobrażeń – tytuł obrazu to Fabryka marzeń. Ma tu miejsce kreowanie kreatorów przez dwie skupione i smutne kobiece siły fachowe (nie jakieś kreatury, czyli zleceniodawcy nie są na widoku), z których jedna na białym kitlu ma wypisane czarnymi literami: „KURATOR”, druga zaś: „KRYTYK”. Zamykają one słoiki, a na gotowych produktach widzimy naklejki z nazwiskami wziętych uczestników polskiej (i nie tylko) sceny artystycznej. Nastrój, jaki przepełnia wyobrażoną scenę, to nuda zajęcia polegającego na porcjowaniu talentów, przyprawianiu treści i wkręcaniu wszystkich przy tym zakręcaniu słoików z pupilami. Dodać warto, że w 2011 roku powstała międzynarodowa wersja tego obrazu Dream Factory, z innymi nazwiskami na etykietach – tym razem ze wskazaniem uczestników światowej taśmy produkcyjnej, przy której Polska to wciąż dostawca surowca, co najwyżej podwykonawca. Ta wersja obrazu została przyszykowana do partyzanckiego udziału The Krasnals w 54. Biennale Weneckim (2011) – ILLUMInations, do której to akcji wydany został po angielsku parodystyczny samizdat „The Krasnals Art Magazine. ART POLICE GAZETTE”; niedawno ta wersja obrazu The Krasnals wybrana została na okładkę specjalnego (May 2014) wydania nowojorskiego magazynu „Brooklyn Rail”, współredagowanego przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Sztuki AICA. Przywołane obrazy unaoczniają współzależność między artystą, krytykiem i kuratorem w systemie zarządzania karierami.

Kolejny istotny element w tym układzie – kolekcjoner – choć tu nieobecny, pojawia się nieraz w innych obrazach Krasnali, na przykład na płótnie Artist and Collector / Peggy Guggenheim, Max Ernst z cyklu GoodFellas (2014), a wprost w cyklu Whielcy kolekcjonerzy; wtedy podkreślana bywa dzisiejsza ostentacja zbieraczy sztuki (będących obecnie często też marszandami), u wielu z których dyskretność i pokora dawnych kolekcjonerów ustąpiła miejsca ich próżności i arogancji (w Polsce mocno to czuć). Jak pisze Jean Clair[2] w swej książce-diagnozie Kryzys muzeów: „Kulturalny mecenat musi być «widzialny», spektakularny i medialny. Rozeznanie człowieka kultury, który niegdyś tworzył kolekcję, wymagało raczej dyskrecji”[3]. Miałem okazję poznania wielu światowych kolekcjonerów i widzę na tej podstawie wyraźnie obecną nieskrywaną interesowność oraz brak smaku w postępowaniu kolekcjonerów nowych, ich stadne wybory generowane i zaraz zaspokajane przez obrotnych „fabrykantów marzeń”. Ale dodać też trzeba, że to uzdrowiony układ relacji między artystą, kuratorem, krytykiem, kolekcjonerem, marszandem a jeszcze – daj Boże – mecenasem, wydaje się być stanem pożądanym, o który i Krasnale zdają się wołać, śmiejąc się czasem ze stanu obecnego, ba, szydząc zeń. Roger Scruton w książce Kultura jest ważna. Wiara i uczucie w osaczonym świecie mówi na temat sprawy, którą unaoczniają dwa przywołane krytyczne obrazy The Krasnals: „Sztuka przeznaczona jedynie dla ekspertów to sztuka oderwana od kultury, która zapewnia jej układ odniesienia; to sztuka neurasteniczna, widmowa i przerafinowana, odcięta od życiodajnej krwi, którą może odnowić jedynie publiczność. (…) Kiedy wyjdziemy z subsydiowanego świata muzeum i szkoły artystycznej, znajdziemy artystów i ich odbiorców zaangażowanych w tradycyjną relację: pierwsi tworzą, a drudzy nabywają dzieła, które cieszą oko i inspirują umysł”[4]. The Krasnals starają się uczestniczyć we współtworzeniu takiej pożądanej właściwej relacji.
Krasnale, po wczesnym postawieniu diagnoz niezdrowemu środowisku, wzięli się po swojemu za poszukiwanie prawdy doznań i uczuć, dociekanie piękna i wychwalanie erotyki. Zarazem desperacko zwalczają oni wciąż to, co wywołuje torsje. Całą tę grę pozorów, gadaninę płynącą z nie swoich myśli, pustkę nadętych figur, moralizatorstwo hultajów, poprawność szalbierzy, troskę społeczną wydrwigroszy, ochronę środowiska przez kłusowników, kontrolowanie przepływów przez piratów. Ważne są dla nich – obok uczuć – zmysły oraz instynkt. A szczególnie integralność własnej postawy, zgodność między życiem a sztuką, przekonaniami i postawą. Próby wyznaczania paralelności egzystencji i biografii zmusiły ich do permanentnego sprzeciwu wobec urządzającego się wedle zasady hipokryzji światka artystycznego. Ta partyzantka doprowadziła do powoływania istot fikcyjnych bądź tajnych, a noszących miana: Whielki Krasnal, The Krasnals, Krasnal Hałabała, Krasnal Bansky. Taka taktyka postępowania w przypadku osobowości o naddatku inteligencji i instynktu krytycznego, nosiciela pierwiastka kontestacji i perwersji posiada swoje wzorce w postępowaniu innych transów, takich przykładowo indywiduów, jak: Witkacy, Duchamp, Warhol, Kosiński, Banksy, a zespołowo: ruch Provosów i Partia Krasnoludków w Holandii lub Guerilla Girls w USA i Europie, w bliższym zaś środowisku, choć powinowactwa są tu jedynie cząstkowe – Pomarańczowa Alternatywa czy grupa Koło Klipsa.

The Krasnals. Whielki Krasnal "Rrose Selavy / Z cyklu Good fellas" . 2014. Olej na płótnie . 40x35 cm

Weźmy obraz Rrose Sélavy / z cyklu GoodFellas (2014), na którym Whielki Krasnal odtworzył w czerni-bieli jeden z fotograficznych portretów Duchampa w przebraniu kobiecym; cykl owych wizerunków tworzył w początku lat 20. XX wieku Man Ray. Pamiętamy, że Duchamp, między innymi z Man Rayem, nieco wcześniej utworzył zajmujące się popieraniem sztuki współczesnej Société Anonyme (Spółka), co może jest jakoś pociągające dla spółki naszych Anonimów. Przebranie, pseudonimowanie, bezimienność – to wszystko tak jest im bliskie. Równocześnie nie można uciec od myśli, że wytwórczość naśladowców działań zapoczątkowanych przez Duchampa – sprawcę transfiguracji pisuaru w dzieło sztuki i muzealny eksponat – wywołuje odruchy odrzucenia ze strony The Krasnals. Przypomnijmy jeszcze, że pseudonimem Rrose Sélavy posługiwał się Duchamp nie tylko w serii portretów Man Raya ale też sygnował nim inne prace w latach 20. Fonetycznie współbrzmi on z frazą „Eros, c’est la vie” – „Eros, oto życie”. Takie credo ochoczo za swoje biorą jurne Krasnale, z sympatią portretujące też na przykład Romana Polańskiego. I dodać jeszcze trzeba, że nazwa cyklu, do którego ten obraz się zalicza: GoodFellas to tytuł filmu Martina Scorsese, w Polsce znanego jako Chłopcy z ferajny, a pokazującego nowojorski półświatek. Werystycznie odwzorowana, z użyciem czarnej i białej farby olejnej, fotografia Man Raya została w sensacyjny sposób zmodyfikowana: nasada małego palca lewej ręki przebranego za kobietę Duchampa zieje otwartą raną – pierścionkiem-różyczką grubo naniesionego karminu w miejscu ucięcia palca, z którego spływająca ku dolnemu brzegowi płótna strużka czerwieni utworzyła wiotką krwawą łodyżkę; odcięty palec być może wysłany już został przez posłańca złej wiadomości do kogoś, kto teraz chętniej pospieszy z okupem. „Good Fellas rule”. Obrazowany przez The Krasnals art world pełen jest podobnych crime stories. Nie będę dalej opowiadał tych kryminałów. Są one przecież do oglądania. Na jednym z portretów The Krasnals pojawia się zresztą mistrz suspensu – Alfred Hitchcock.
Gdy idzie o przewrotne poddawanie gruntownej krytyce ukazywanych zjawisk tych wszystkich „bohaterów naszych czasów” – co czynione jest w sposób niejednoznaczny, domagający się pracy odbiorcy wpierw nad sobą, aby wypracował własny osąd tego, co mu jest przez artystów ukazywane – to myślę, że najbliższa postawie reprezentowanej przez The Krasnals jest osobowość i praca Michela Houellebecqa. Pytany przeze mnie o koneksje artystyczne – z mym wskazaniem na tegoż pisarza i też na Witkacego – Whielki Krasnal wprost odpowiedział: „(…) dobrze jest mieć we wsparciu takich świrów jak Witkacy czy Houellebecq”[5]. Mówiący te słowa maluje portrety także tych postaci.

Mamy obraz, znów z cyklu GoodFellas, noszący tytuł: „To bardzo interesujące, że młodzi poeci myślą o śmierci, a stare pierdoły o nieletnich dziewczynkach”/ Michel Houellebecq (2014). Ten olejny portret malowany czernią i bielą odwzorowuje idealizowaną fotografię popiersia pisarza („heroiczny fantazmat”), jaka towarzyszyła niedawno artykułowi, wedle którego Houellebecq to „współczesny Zola”. Ten afirmatywny wizerunek stanowi niemalże bliźniacze powtórzenie ujęcia głowy i fizjonomii osoby portretowanej, jak w przed chwilą oglądanym portrecie Duchampa według Man Raya, dalej wedle The Krasnals. Takie piętrowe odniesienia są w ogóle specjalnością tych ostatnich.
Obraz samoświadomości Whielkiego Krasnala. The Krasnals jest mozaikowy. Ich opinie wykładane są na blogu . Tam odnoszą się oni (chyba przede wszystkim on, Whielki Krasnal, acz niczego tu – jak w fizyce cząstek elementarnych – pewnym być nie można) do rozmaitych obszarów społeczno-artystycznych. Ba, dokonywana tam jest – analogiczna do perwersyjnej krytyki stale obecnej u Houellebecqa, do jego szyderczego realizmu – gruntowna krytyka aktualnego stanu kultury. Whielki Krasnal udzielił odpowiedzi na zadane mu przeze mnie niedawno pytania. Dialog nasz publikowany jest obok moich tu spostrzeżeń i stanowi ich uzupełnienie. Mój rozmówca wyznaje: „Tworzenie to ciągłe dopytywanie się, na przykład «kim jestem?». No i kolejna kluczowa kwestia – warunkiem rozwoju duchowego jest wyuzdanie seksualne. Energetyczne odżywianie i dużo seksu – aby zachować odpowiednią kondycję ciała i umysłu. Bez tych wszystkich warunków trudno o wyostrzoną świadomość. Mało kto to rozumie jeszcze w XXI wieku”[6]. Tekst-autoprezentacja THE KRASNALS [auto CV] w syntetyczny sposób ukazuje ich zamierzenia i dokonania.

Świat przedstawiany przez Whielkiego Krasnala. The Krasnals to świat baśniowy i bajkowy. Tworzone w nim są obrzędy przejścia w odniesieniu do legend i mitów współczesności oraz alegoryczny jej opis, nie unikający ocen. Obnażane jest tu Orwellowskie (portret autora książki Rok 1984 też jest w dorobku malarzy) dwójmyślenie, oskarżany świat, w którym intelekt i ekspresja służą nieprawdzie i nieszczerości. The Krasnals dwoją się i troją przy swoim wariografie i raz za razem wyłapują profesjonalnych łgarzy, wystawiając ich na widowisko i pośmiewisko. Postawę naszych artystów cechuje nieustanna czujność. Wiedzą dobrze i nam pokazują, jak może skończyć się chwila nieuwagi: czart siedzi w szczegółach, tak jak cząstka „art” w słowie czart.
Myślę, że zasadnicze znaczenia, jakie unaocznia i uświadamia nam ich robota, mieszczą się w podkreślaniu wagi doznań zmysłowych w sztuce, obok – co już wiemy – uczuć. Silne jest tu akcentowanie pierwiastka krytycznego. Niezbywalne jest dostrzeganie stałego znaczenia inicjacji oraz transgresji. Także wierności, a może i tęsknoty za wiarą. Wyznania religijne zdają się fascynować malarza(y). To mając na uwadze, zatrzymajmy się by spojrzeć na kolejny wybrany z samych początków aktywności The Krasnals obraz Spotkanie ekumeniczne 2008 / Aleksy II i Jan Paweł II. To olej swobodnie malowany na tle naniesionej szerokimi impastami jasnej farby. Po lewej stronie wyobrażona jest postać zmarłego w 2008 roku Patriarchy Moskwy i Całej Rusi, a po prawej zmarłego trzy lata wcześniej Papieża. Czarna szata Aleksego II skontrastowana została z jego białym nakryciem głowy. Twarz oraz dłoń znaczą pacnięcia żółcieniem. Postać ta trzyma w lewej ręce laskę wyobrażoną za pomocą smugi czerwieni, jak ślad po opadłym ostrzu. Po prawej stronie postać JP II ukazana jest w białej szacie, spod której przebija czerń i zieleń. Twarz i złożone dłonie to plamy żółcieni. Na bieli szaty wyryty w białej farbie z użyciem tych samych żółcieni jest zarys łańcucha z krzyżem na piersi oraz zwieszającego się z dłoni ni to różańca, ni to sznura; insygnia te lśnią jak ze złota. To spotkanie (ekumeniczne) ma miejsce w nie-miejscu, w pejzażu bez horyzontu, w jakichś oparach lub obłokach, chyba w niebiosach. Tam je umiejscawiamy, gdyż obie te głowy swoich Kościołów nie żyły już w czasie, który podany jest w tytule obrazu; wiemy zaś, że do ich spotkania nie doszło, gdyż Aleksy II nie dopuścił do złożenia przez papieża wizyty w Moskwie, nie udał się nawet na pogrzeb Jana Pawła II. Mamy tu więc wyobrażenie bezcielesnego spotkania namalowane środkami figuratywnymi.

Rzućmy zaraz okiem na inny obraz powstały w tym samym czasie, nieco mniejszy, acz ciężki, kiedy go brać w ręce, gdyż został grubo zakryty warstwami jasnej farby, zatytułowany Symbole / Ślad po 1054 r. (2008). Po lewej stronie (w miejscu, gdzie na poprzednim płótnie wyobrażony został patriarcha) przeciągnięta została twardym pędzlem pionowa czarna smuga, potem w górze przekreślona (jak spiesznie zszyta cięta rana) dwiema podobnymi poprzecznymi smugami nierównej długości i jedną, poniżej, ukośną – tworzą one krzyż prawosławny. Po prawej stronie malowidła, podobna czarna pionowa smuga przecięta została w dwóch trzecich wysokości poziomą bruzdą – krzyż łaciński. Historia podpowiada, że rok 1054 to rok Wielkiej Schizmy, podziału chrześcijaństwa na zachodnie (rzymsko-katolickie) i wschodnie (prawosławne). Oba krzyże – symbole dwóch Kościołów, odłamów chrześcijaństwa, ukazane są w obrazie Symbole… jak blizny. Te dwa płótna – udatne, gdy idzie o wykonanie malowidła – niosą wyraźne przesłanie wskazujące, że autor opowiada się za tym pojmowaniem kultury, które wiąże ją z kultem, namysłem nad nim, albo choćby stwierdzaniem jego braku. Że opowiada się za jednoczeniem, a nie rozpraszaniem. Obrazy te są dla mnie wziernikiem, przez który postrzegam aspiracje malarskie The Krasnals. Myślę, że sztuka ta podnosi – zwykle w przewrotny sposób – kwestie duchowości, wyznaniowości i sekularyzacji, tematy, które – jak mówi Agnieszka Kołakowska – „znów zajęły poczesne miejsce w porządku dnia”. Sądzę, że w takiej optyce, nie zaś w zwykle pochopnie przykładanej do nich mierze „skandalizowania”, oglądać warto pracę artystów.
Pisze w swym Przewodniku po kulturze nowoczesnej dla inteligentnych Roger Scruton, jakby wysławiał (a mnie wyręczał) postępowanie The Krasnals, chociaż może poznanie ich pracy dopiero czeka tego angielskiego myśliciela: „Wysoką kulturę i kulturę wspólną można sobie przyswoić jedynie dzięki «inicjacji». Żadnej z nich nie można się nauczyć dzięki studiom socjologicznym czy analizie historycznej. W kulturę jesteś «wprowadzany», a ów proces wprowadzania oznacza również edukację serca. Jeśli zatem kultura wysoka ma przetrwać, musi zachować swe krytyczne stanowisko: musi oferować «ryt przejścia» do wyższego świata, ucząc na przykładach, jak wychwytywać i odrzucać pozorne, udawane uczucia, jak mówić i odczuwać, mając czystszy i jaśniejszy wgląd w to, co poucza nas, dlaczego tak ważne jest by mówić i odczuwać szczerze”[7].

W pracy Krasnali napotykamy parodię, przedrzeźnianie, sarkazm. I szczery śmiech. Weźmy obraz How it is z 2010 roku. To horyzontalny prostokąt, płyta od krawędzi po krawędź pokryta szerokimi pociągnięciami czarnej farby olejnej o wyraźnym dukcie pędzla. Patrzymy na pięknie odmalowane 1200 cm² zera procent widoczności. Tytuł przywołuje pierwotnie wydaną w 1964 roku opowieść (powieść w trzech częściach) Samuela Becketta, zapisaną na podobieństwo aforyzmów. Do utworu Becketta nawiązał Mirosław Bałka, kiedy realizował swoją pracę w gigantycznej Hali Turbin w Tate Modern w Londynie w ramach cyklu wystaw The Unilever Series na przełomie 2009 i 2010 roku. Bałka zaprojektował wielki, wyniesiony na pionowych dźwigarach kontener, do którego wchodziliśmy, od strony przeciwnej do głównego wejścia do Hali, po pochyłej rampie, by znaleźć się w środku nieprzytulnego pudła w niemal zupełnej czerni (w katalogu Tate czytamy, że to: „3900 m³ ciemności”), przy czym niechcący raz za razem przytulaliśmy się – błądząc po omacku – do innych zwiedzających. Teraz nasi malarze mniejsi, liliputy z wyboru (od Swifta wiemy wszak, że skala może z nagła ulec zmianie) odtwarzają i przetwarzają malarsko tamtą przestrzenną realizację wielkiego rzeźbiarza, a właściwie designera – niebotycznego Guliwera. Krasnale pokazują na obrazie ciemność, że oko wykol, ale też naświetlają – bez komentarza, dając odbiorcom do myślenia – „jak to jest” w kosmosie życia artystycznego, jakie siły przyciągania i odpychania w  nim działają, jak tworzą się gwiazdy, supernowe i jak powstają czarne dziury. To powiedziawszy, by zilustrować skłonność do parodii i przedrzeźniania od czasu do czasu nieodparcie nachodzącą Whielkiego Krasnala. The Krasnals, spieszę dodać, że widzę też w ich pracy tęsknotę za światem, którego tymczasem nie ma, nostalgię za autentycznością, pragnienie integralności. To wszystko, z uporczywością zamaskowanych konspiratorów o niepewnej przyszłości odkrywają oni, zdzierając karnawałowe (i zbójeckie) maski, w jakie ustrojony jest świat sztuki oficjalnej.
Spójrzmy jeszcze na świetny obraz Ice Bucket Challenge (2014). To kubeł lodowatej wody, który w wyobrażeniu wylewa na siebie postać skryta za jej strugami. To obraz idiotyzmu oraz wszechwładzy trendów, dobroczynności na pokaz, obowiązkowych opinii oraz zachowań. Wizualnie jest on przy tym pokrewny niektórym obrazom filmowym Billa Violi. Podobnie wciąga nas, orzeźwia i porusza.

„Wydaje się, na początku XXI wieku, że toczy się wojna wszystkich ze wszystkimi” – napisała w eseju Zmierzch Europy a rynek (2006) Agnieszka Kołakowska. Chyba podobne domniemanie stoi u podstaw namalowania, ale też recepcji najszerzej znanego obrazu The Krasnals Bitwa pod Grunwaldem / Statek Głupców (2012). Ta kompozycja namalowana na dziesięciu panelach ma już własne życie, podlega nawet przemalunkom, raz za razem wywołuje protesty, zaskarżenia, akcje i reakcje – jednocząc nowych akcjonistów i starych reakcjonistów. Nie przyglądam się tu bliżej temu „poliptykowi”, odnotowuję jedynie fakt jego burzliwego istnienia i prognozuję dalsze akty związanej z nim tragikomedii; myślę też, że nie mylę się przewidując dalsze przemalunki, a może i domalowywanie kolejnych części dzisiejszej wersji błędnego koła albo sądu ostatecznego, na którym potępieni i zbawieni (jeśli i tacy się znajdą) pozostają w spazmatycznych splotach układów i asekuracji wzajemnej. A może obłędne wirowanie tych czartowskich wyobrażeń tak się rozpędzi, jak w akceleratorze jakim made in Poland, że potrzebna będzie rotunda (o, może piętro poznańskiego Okrąglaka) dla wystawienia tej nowej panoramy – panoptikonu infantylnej polskiej wojny wszystkich ze wszystkimi. W pracy The Krasnals interesują wszak mnie raczej te utwory, które iluminowane są tęsknotami za wypełnianiem jakiegoś istotnego braku. Tu pozostawiam na stronie obrazy i działania operujące wyłącznie szyderstwem. Ważniejsze są dla mnie ich obrazy z cyklu Piękno w Sztuce, jak na przykład: Polska Niepodległa 11.11.11. (2011), Nefertiti / Piękno zakryte (2012), czy A macie Piękno w Sztuce! / Infantka Małgorzata, Tribute to Diego Velázquez (2013), refleksyjne, przepojone nostalgią i liryzmem, z dozą – ma się rozumieć – ironii. I cieszące oko.
By raz jeszcze przywołać patrona mych uwag, zacytuję to, co Michel Houellebecq pisze w ostatniej swojej książce Mapa i terytorium: „(…) bycie artystą to przede wszystkim p o d p o r z ą d k o w a n i e. Podporządkowanie tajemniczym, nieprzewidywalnym przekazom, które z braku lepszego wytłumaczenia i jakiejkolwiek wiary religijnej należy zakwalifikować jako i n t u i c j e; przekazom, które narzucają się w sposób władczy i kategoryczny, przed którymi nie sposób się uchylić, nie tracąc resztek uczciwości i szacunku do samego siebie”[8]. Szczerość w sztuce to nie skrywanie podporządkowania. Objawia się ona, kiedy stać nas na uczestniczenie w jakiejś znaczącej strukturze hierarchicznej. Szczerość zarazem wymaga, by w otwarty sposób odmawiać zgody na to, co niewarte uznania. By zwalczać niegodziwość. Czujemy szczerość, gdy się nadarza. Pociąga nas ona od razu. Zaczynamy z uważnością słuchać i patrzeć. W naszym dialogu Whielki Krasnal wyznaje: „Przyznam, że na początku, te już 6 lat temu, nie podejrzewałem, że ten buntowniczy zryw przekształci się w projekt życiowy, bezcenne i fascynujące doświadczenie”[9].

Opisywany tu fenomen wychynął na świat 1 kwietnia 2008 roku. Obok szczerości, buntowniczości i afirmowania wolności, jeszcze jedną znamienną cechą omawianej aktywności jest ludyczność – pociąg do gry i zabawy, czasem określanej przez samych jej sprawców jako „małpia”. Tak więc mamy tu owocną pochwałę malarstwa, mamy też przedrzeźnianie fabrykowania i promowania „sztuki upodlenia” – jak mówi oburzony tym, co się ze sztuką wyprawia Jean Clair w swej książce De Immundo. Czytamy tam, że Rembrandt miał powiedzieć „Cofnijcie się, zapach malarstwa jest niezdrowy”[10].
Na koniec pytanie i piszącemu, i może też czytającemu te słowa nie dające spać: kto to jest Whielki Krasnal? Whielki Krasnal to oksymoron!


w listopadzie 2014 roku







Jaromir Jedliński, Whielki Krasnal - rozmowa

Jaromir Jedliński: W jaki sposób zrodził się Whielki Krasnal? Z jakich przodków? A może samorodnie? W buncie przeciw czemu i komu?
Whielki Krasnal. The Krasnals: Bunt jest jedną z najlepszych pożywek dla artysty, przynajmniej dla mnie. Odpala się wtedy silnik i rozpoczyna się jazda bez trzymanki, nie trzeba dbać szczególnie o kierunek i detale, bo wszystko dokładnie się wyczuwa. Coś mi nie pasowało od dłuższego czasu w tym wszystkim, ale oświecenia doznałem dzięki wybuchowi gwiazdy Sasnala. W pewnym sensie był to błąd systemowców – że przegięli z wciskaniem kitu. Bo aby manipulacja była skuteczna, przegiąć nie wolno.

Malowanie, rysowanie, pisanie, organizowanie akcji, no i jeszcze cała logistyka w związku z konspiracją – co wytwarza swoistą aurę wokół Was – to wszystko składa się na Waszą robotę i dorobek. Czy wszystkie te zajęcia i ich efekty są równie ważne?
Potrzebny jest pewien stopień perfekcji. I nie chodzi tu o szczegółowe planowanie czy postępowanie według jakichś zasad logistyki, które sobie narzuciliśmy, lecz o rodzaj intuicji funkcjonowania, jak organizm. Ktoś kiedyś powiedział, że szaleństwo plus organizacja równa się arcydzieło. Nie mówię, że robimy arcydzieła, ale myślę, że to są dwa elementy kluczowe dla funkcjonowania artysty i jego sztuki. Jedna część pracuje na mniejszych obrotach, inna na większych, ale doskonale się rozumieją i każda włącza się w odpowiednim momencie. Wszystko jest istotne. Mógłbym powiedzieć, że największy nasz żywioł to malarstwo, ale na przykład akcje są najżywszą i najefektywniejszą, najbardziej bezpośrednią metodą działania wśród ludzi. Malarstwo po części spełnia tę funkcję, ale nie za sprawą galerii, lecz Internetu, obecnie głównie Facebooka, gdzie odbiór jest natychmiastowy i to wśród ludzi, którzy do galerii nie zaglądają.

Kiedy i z jakich motywacji Whielki Krasnal przekształcił się – albo rozrósł – w formację The Krasnals? A przy tym pojawiały się inne jeszcze wcielenia/mutacje, jak Bansky czy Hałabała. Dlaczego te Wasze byty się mnożą?
Whielki Krasnal i The Krasnals powstały równolegle. Zebrałem ekipę znajomych. Później na potrzeby projektu Rewolucje nie dla kretynów, gdzie na miesiąc zamknęliśmy się w pracowni i analizowaliśmy proces twórczy w kontekście rewolucji przez pryzmat Lacana i Žižka, każdy wybrał sobie swój krasnalowy pseudonim. Nasze byty, jak sam pan zauważył, są plastyczne, i takie powinny być jeśli chcemy zachować naturalność, żywotność i aktualność, mnożą się, odchodzą lub dochodzą. Ciekawy być może jest tu pewien aspekt – że w takim układzie tego typu twór artystyczny może nie podlegać upływowi czasu w przeciwieństwie do konkretnej jednostki, osoby ze swoją stałą datą urodzenia. Hipotetycznie rzecz biorąc, na przykład Whielki Krasnal czy Krasnal Hałabała przez 20 lat może być osobą w wieku 18 lat. Taki skromny wybieg poza system, poza reguły czasu – narzędzie, którym bardzo łatwo manipulować i sterować, umieszczać i skreślać z listy uczestników.
Wasza praca malarska i rysunkowa, teksty, akcje i postawa – w jednych przypadkach w mniejszym stopniu, w innych w większym – w całości składają się na najbardziej konsekwentne i prawdziwe w Polsce ucieleśnienie sztuki krytycznej. To, co robicie w jakiejś mierze wiążę z tym, co robił Witkacy, po części z tym, co i jak przedstawia (w pisarstwie, w postawie, w filmie) Houellebecq. Czy Wasza wyostrzona świadomość i wnikliwa inteligencja (owe dolegliwości) Was męczą, czy sprawiają Wam perwersyjną przyjemność?
Zmęczenie to może nie, bardziej wkurw – jeśli ktoś jawnie robi ludzi w konia. Wnikliwość jest faktycznie wciągającym zajęciem. Perwersyjnym, bo z jednej strony przyjemnym gdy wszystko odkrywa się jak na dłoni, dołującym, gdyż ludzie nie chcą dowiadywać się jak to jest. I trudno im się dziwić. Taka wiedza do zdobywania bywa nudna i męcząca. Ale dobrze jest mieć we wsparciu takich świrów jak Witkacy czy Houellebecq.

Czy anonimowość to jedynie konspiracja, zabieg taktyczny, czy też zawiera się w niej jakiś bardziej istotny wybór życiowy pozwalający unikać odgrywania rozmaitych nieprzyjemnych ról na scenie artystycznej?
Rzygałem już tymi biografiami w stylu urodził się tego i tego, skończył tę czy tamtą uczelnię w takiej a takiej pracowni. Jest to oczywiście zarazem krytyka systemu, w którym najpierw skanuje się i ocenia postać twórcy, potem patrzy na jego dzieła. Chciałem zacząć od czystej karty, aby mój przekaz nie był zniekształcony. Anonimowość rzecz jasna pozwala mi na więcej manewrów w działaniu, które uprawiam, o charakterze subwersywnym. Jest to fascynujące doświadczenie życiowe, gdzie swoją postać można kreować, jednak o wiele bardziej plastycznie i dowolnie, przeprowadzać więcej eksperymentów niż na swoim oficjalnym ja. Nie powiem, zahacza to może nieco o schizofrenię. Whielki Krasnal dość silnie oddziałuje na moją drugą osobowość, która jakby nie było również funkcjonuje. Fascynujące w pewnego rodzaju frustracji jest też ciągłe napięcie i kontrola, gdzie, z kim, o czym mogę rozmawiać, kto jest w naszym temacie. Przyznam, że na początku, te już 6 lat temu, nie podejrzewałem, że ten buntowniczy zryw przekształci się w projekt życiowy, bezcenne i fascynujące doświadczenie.
To, co stało się – jak stoi powyżej – „projektem życiowym, bezcennym i fascynującym doświadczeniem”, dla odbiorców bywa ożywcze artystycznie, odtykające intelektualnie, a także dodaje otuchy gdy idzie o morale (wolę przeciwstawiania się) na aktualnej grząskiej scenie życia artystycznego, owego systemu – że się tak wyrażę – art world (co Marek Chlanda przekłada jako „półświatek sztuki”). Jak artysta zdobywa wiedzę i wykształca światopogląd krytyczny, którego niemal wcale nie spotykamy u powołanych do tego krytyków sztuki, recenzentów, socjologów, żurnalistów, organizatorów życia artystycznego? Świadomość nadużyć, układów oraz ich spetryfikowania na polskiej (i nie tylko) sztucznej scenie prezentowana w Waszych obrazach i rysunkach na te tematy, a zwłaszcza w Waszych wypowiedziach werbalnych jest wnikliwa i bezwzględna jak niemal żadnej innej osoby czy instancji, bądź instytucji w Polsce. Jak, zatem powtórzę, osiąga się taką jak Wasza wyostrzoną świadomość i wypracowuje i utrzymuje taką jak Wasza sumienną postawę? Koniec końców jest to pytanie o życiową integralność i artystyczną uczciwość.
Wykształcenie, wykształcenie autorskie, indywidualne jest podstawą. Dużo czytam, a więc dużo cytuję, a skoro dużo cytuję, to zapominam powiedzieć skąd i od kogo pochodzą cytaty. Właściwie okradam trupy i włamuję się do sarkofagów.
Pakuję sobie te historie do głowy jedna po drugiej, aż powstanie z nich taki mieniący się kolorami żyrandol. Są dwie najistotniejsze kwestie dla artysty. Pierwsza to wolność. Nie da się odwszyć z wolności. Mam tyle wolności ile sam sobie wezmę, ale istotna jest postać wroga, bo wszystko co żyje musi mieć swego wroga. Ale z drugiej strony, bez bawienia się, żadne wykształcenie nie ma sensu. Przede wszystkim musisz umieć zadawać głupie pytania. Tworzenie to ciągłe dopytywanie się, na przykład „kim jestem?”. No i kolejna kluczowa kwestia – warunkiem rozwoju duchowego jest wyuzdanie seksualne. Energetyczne odżywianie i dużo seksu – aby zachować odpowiednią kondycję ciała i umysłu. Bez tych wszystkich warunków trudno o wyostrzoną świadomość. Mało kto to rozumie jeszcze w XXI wieku. Impotencja symboliczna i w końcu ta rzeczywista sprawiają, iż całe tabuny krytyków, polityków, czy innych aktywistów muszą przejść na system pasożytniczy i wówczas tworzą to co tworzą.

jesienią 2014 roku

AROMIR JEDLIŃSKI (ur. 1955) – niezależny kurator, krytyk. Studiował historię sztuki – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu / Courtauld Institute, University of London. Uczestnik ruchu kultury niezależnej w latach 1970-tych i 1980-tych. 1991-1996 – dyrektor Muzeum Sztuki w Łodzi, gdzie pracował od 1980 roku. 2006-2008 – kierownik Galerii Foksal w Warszawie. Opublikował kilkaset tekstów oraz rozmów z artystami w katalogach wystaw i czasopismach w Polsce i w świecie, regularnie ogłasza je także w portalu O.pl. Zorganizował i współorganizował ponad 200 ekspozycji w Europie, USA, Japonii i Izraelu. Ostatnio przygotował m. in. takie wystawy, jak: Marek Chlanda. ‘Beatyfikacje 2006-2007’ w Muzeum Narodowym w Poznaniu (2009/2010), czy Joseph Beuys | Tadeusz Kantor. Pamięć (Beuys | Kantor: Remembering), w Israel Museum w Jerozolimie (2012).

The Krasnals. „Obrazy” Galeria Muzalewska, Poznań

http://magazyn.o.pl/2014/jaromir-jedlinski-whielki-krasnal-the-krasnals-szczerosc/

"Nie da się odwszyć z wolności"
- polecamy rozmowę Jaromira Jedlińskiego z Whielkim Krasnalem:
http://magazyn.o.pl/2014/whielki-krasnal-jaromir-jedlinski-nie-da-sie-odwszyc-z-wolnosci/#.VKJEgbaQcFo.facebook

Od 11 grudnia do 28 lutego 2015 roku w poznańskiej Galerii Muzalewska można oglądać wystawę pt. Whielki Krasnal. The Krasnals. „Obrazy”. Kuratorem ekspozycji jest Jaromir Jedliński.

Na wystawę składa się trzydzieści obrazów malowanych oraz parę rysunków i kilka obrazów fotograficznych tych autorów. Wybrane prace obejmują cały blisko siedmioletni okres działalności The Krasnals, począwszy od 2008 roku (kiedy Whielki Krasnal się objawił, choć prawdę mówiąc autor się za nim skrył), a niemalże po dzień dzisiejszy. Prezentowane są ikoniczne już ich prace, jak Piramida zwierząt / na podstawie pracy Katarzyny Kozyry, czy Fabryka marzeń, oba obrazy z 2008 roku. Ten drugi w wersji międzynarodowej stworzonej na 54. Biennale w Wenecji w 2011 roku, jako Dream Factory reprodukowany był na okładce specjalnego wydania nowojorskiego magazynu Brooklyn Rail (May 2014), przygotowanego we współpracy z AICA i poświęconego krytyce artystycznej.


Będzie można zobaczyć też inne utwory z nurtu krytycznego w pracy Krasnali (odwiecznych, było nie było, konspiratorów), zwłaszcza te odnoszące się do polskiego, a czasem również międzynarodowego życia artystycznego. Pokazane też będą ich obrazy nawiązujące do życia duchowego (lub diagnoz jego uwiądu), jak Spotkanie ekumeniczne 2008 / Aleksy II i Jan Paweł II czy Symbole / Ślad po 1054 r., także z roku 2008. Zobaczymy obrazy z cyklu Piękno w Sztuce oraz liczne – a stanowiące ważny obszar tej twórczości – portrety. Whielki Krasnal. The Krasnals często komentują obrazem i słowem (na swym blogu) bieżące wydarzenia, głównie ze sceny artystycznej, czasem też szerszej społecznej i politycznej; nieliczne świadectwa tych obfitych w ich aktywności publicystycznych, polemicznych aktów znajdziemy także na obecnej wystawie, wtedy jednak tylko, gdy cechują się również nieodpartymi walorami malarskimi i rysunkowymi. Nieco szerzej niż niewielka, zwarta wystawa dzieł prezentuje postawę Whielkiego Krasnala. The Krasnals towarzysząca pokazowi w Galerii Muzalewska publikacja, w której obok reprodukcji niemal wszystkich wystawianych obrazów znalazł się dialog Jaromira Jedlińskiego z Whielkim Krasnalem, esej Jedlińskiego zatytułowany Szczerość (w którym wskazywane są m. in. analogie pomiędzy Whielkim Krasnalem a innymi twórcami w różnych obszarach kultury twórczej, a pomiędzy nimi poczesne miejsce zajmuje tu Michel Houellebecq; w tekście tym przewija się jako myśl przewodnia próba ukazania, że nieraz artyści w pierwszym odbiorze traktowani jako prowokatorzy i obrazoburcy w istocie okazują się obrońcami istotnych wartości i nie tyle prowokują ile krzyczą przeciwko nieszczerości przebranej w nowe szaty postępu). W publikacji znalazła się synteza aktywności The Krasnals AUTO CV, opracowanie miejscami przypominające program, miejscami sprawozdanie z dotychczasowej pracy twórczej oraz protokół z ich działalności wywrotowej.

Wystawę będzie można oglądać od 11 grudnia 2014 roku do 28 lutego 2015 roku
Galeria Muzalewska w Poznaniu

LUC TUYMANS „Holocaust dla artystów co nie robią w Holocauście”


Z wernisażu wystawy LUC TUYMANSA w Art Station Foundation w Poznaniu, z okazji przyznania Honoris Causa na poznańskim UAP-ie 27.11.2014.
Zasłyszane i wypytane przez wysłannika The Krasnals wśród uczestników wernisażu, głównie młodych ludzi, studentów UAP-u:
- artysta o nieocenionym wkładzie w zniszczenie dorobku światowej kultury.
- Technicznie straszne gówno.
- No i powraca jak bumerang temat który obowiązuje na szczytach karier – Holocaust. Z całym szacunkiem, ale bez przesady! Dla mnie takie skomercjalizowanie tematu to obraza dla ofiar nic więcej.
- artysta na szczycie kariery który wciska ciemnotę nam początkującym – słyszałeś co powiedział na koniec? Że "nie chodzi o wygrywanie, ale o to, jak się przegrywa". A sam otrzymuje nobilitujący tytuł.
- „Boże co za gówno”
- jak nie robisz w Holocauście jako artysta, to jesteś skazany na Holocaust.
- pfff… znowuż o Holocauście… rzygać się chce.
- beztalencie
- jak zwykle w Polsce – pozbierane jakieś śmieci, nawet nie szkice i z tego zrobiona wystawa.
- mają założone różowe okulary i wciskają nam kita
- przenosi sobie zdjęcia z gazet za pomocą siatki. Ale kit i hamówa!
- po co ja kurwa napierdalałem tyle żeby nauczyć się rysować i malować a potem każą mi oglądać takie gówno! Żenada! Gorzej jak w przedszkolu. Po chuj studiować malarstwo a potem każą takie coś oglądać?

UWAGA!!! Wyraźnie i klarownie podkreślamy, że są to treści nie nasze, lecz zasłyszane z wernisażu i na UAP-ie!!!
 
The Krasnals "- Holocaust dla artystów co nie robią w Holocauście / zasłyszane od studenta na UAP-ie". 2014. Olej na płótnie. 35 x 24 cm

The Krasnals. Sleeping Beauty “144 – pane of Tuymans”. 2008. Oil, charcoal on canvas. 120 x 120 cm

Whielki Krasnal "The Pink World of Wards / by Tuymans". 2008. Oil on canvas. 74 x 84 cm

The Krasnals. Whielki Krasnals "Jelito grube Tuymansa w Poznaniu/Large Intestine of Tuymans in Poznan". 2014. Akryl na płótnie. 40 x 50 cm cm
 

Ranking najbardziej żenujących postaci w polskim Art Worldzie 2014. Prawdziwy z życia wzięty, a nie z zabetonowanej Obiegowej dupy.


Dotyczy kolejnego ‘obiektywnego’ rankingu Obiegu.
Instytucje artystyczne cały czas unowocześniają i doskonalą produkcję polskiego betonu artystycznego. Obieg jako jedna z przykładnych jednostek nie odstaje od narzucanych norm.
Czyli o tym jak instytucje typu Obieg podtrzymują status quo swoimi rankingami, są nieelastyczne, niewrażliwe na zmiany. A przecież sztuka w swej naturze jest przeciwieństwem betonu.




1. Iza Kowalczyk – Przyznajemy pierwsze miejsce za niezwykle szybką przemianę, przefarbowanie się – choć potencjał i szczere chęci, pasja oraz poczucie misji kiedyś były. Obecnie podrzędna nieświeża już kurewna Śnieżka, nie wie gdzie i jak dokładnie obrócić dupę by było dobrze. Ale robi wszystko co w jej mocy, choć niewiele już tej mocy ma. Klasyko lizofiut systemowy, choć próbuje twierdzić że tak nie jest. Stara nieznośna ciociobabcia, która się wszędzie wpycha. Brak kompetencji w zakresie spójnego, ogólnego osądu w sztuce. Wciąż wałkuje dwa tematy na krzyż do osranego znudzenia się – gender, feminizm, i żałośnie, desperacko na tym próbuje budować swą karierę akademicką. Klasyko nomenklaturczyk – stanęła ramię w ramię z Ryszardem Nowakiem z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, wspierając go w próbie ocenzurowania naszej wystawy w Poznaniu na wiosnę tego roku, podczas której przyznano nam nagrodę Arteonu. Konserwatywna do szpiku kości krytyczka, beton najwyższej jakości i wytrzymałości… trwa przy swoim z klapkami na oczach nie patrząc na zachodzące przemiany. Jak automat powtarza sztywne regułki i sama wierzy w to iż są kluczem postępowej sztuki. Dzięki temu warszawska centralna betoniarnia łaskawie raz po raz dopuszcza ją do głosu, co głaszcze jej niedopieszczone ambicje. Zrobi wszystko dla tych pieszczot. Dlatego główne narzędzie jej funkcjonowania w świecie sztuki – to hipokryzja.
2. Wojciech Kozłowski – klasyczny Gargamel. Tropi, cenzuruje Smerfy gdzie się tylko pojawią, gdzie wyskoczą. Stara niespełna rozumu menda, która sztuki nie rozumie, nie czuje, ale w sztuce robi bo ciepła posadka. Pilnie śledzi modę w sztuce by udało się zamieścić swoją fotkę na Obiegu czy Szumie – z brodą, w okularach, czy z pudelkiem. Dawno powinien siedzieć w psychiatryku. Rozwój intelektualny, o ile można mówić o takowym, zakończony mniej więcej w drugiej, trzeciej klasie liceum. Natręctwo i fobie maniakalne na temat Krasnali.
3. Kamil Kuskowski – klasyko pierdziel, a w ogóle nie wiadomo kto to, gdyż posiada mierne zdolności plastyczne, intelektualne zaś zerowe, klasyko lizodup systemowy. Cenzor sztuki Krasnali! Niewiarygodny przykład hipokryzji. W 2011 Brał udział w wystawie „nowe Tendencje w Malarstwie Polskim” w Bydgoszczy wisząc tuż obok The Krasnals, na co przymykał oko, nie narzekał gdyż przede wszystkim zależało mu na własnej promocji. Tuż po tym natomiast nagle nie dopuścił do wystawy Krasnali na Szczecińskiej ASP – ostentacyjnie cenzurując ją. Stał się ewenementem betonu wśród artystów – gdyż jako artysta, obrońca wolności sztuki, ocenzurował innych artystów!
4. Stach Szabłowski – całkiem niegłupi kolo, ale nie ma własnego kręgosłupa, i choć trochę się na sztuce zna, zawsze zajmuje pozycję konformistyczną wobec władzy, bo to akurat zrozumiałe – bo z tego są pieniążki i przywileje. Co najważniejsze, nie jest rasowym ideologiem. Być może z niego jeszcze coś będzie! Ale trzeba się ogarnąć, bo latka lecą i jak nie, to śladu nie zostanie jak po tych trzech pierwszych z listy.
5. Grono młodych, i nie tylko młodych krytyków i kuratorów również biorących udział w tworzeniu listy "najbardziej żenujących zjawisk" w ramach rankingu Obiegu (Wiktoria Bieżuńska, Marta Czyż, Aleksander Kmak, Adriana Prodeus, Joanna Szczepanik, Iwo Zmyślony) chcących zrobić karierę w tej dziedzinie, jak owce podążających za cuchnącym fermentem swoich mentorów. Czy naprawdę tak jak oni chcieliby zostawić po sobie stare skwaśniałe pierdy? Powinni być świadomi, iż wystarczy okno otworzyć by przewietrzyć, a zostało już ono uchylone. Dziwne zachowanie – arogancko protekcjonalne! W tak ośmieszający sposób uprawiać konformizm? Nie warto naśladować tego co robią stare pryki! Młodszych dokooptowują jako dekorację, i na potwierdzenie swoich racji. Młodzi są jak masa tabletkowa, wypełniacz po to by nadać kształt temu wszystkiemu. Iwo Zmyślony – można wybaczyć, bo pracuje na rzecz Krytyki Politycznej, a jednym z narzędzi marketingowca jest działać promując swój towar, jednocześnie opierdalając inny. Musi być lojalny wobec swojej korporacji, swojego zleceniodawcy. Nie jest tyle na stanowisku ideologa, co na służebnym wobec ideologów. No i pałęta się tu jeszcze jakiś Piotr Krajewski, szara postać, która od lat próbuje się podczepić pod śmietankę artystyczną. Inni powinni uważać by nie dali się nabrać na gadki starych grzybów w pogoni za karierą, bo to nie rokuje żadnych szans i w ten sposób nigdy nie dorobią się szacunku.

Natomiast mamy jedno nurtujące pytanie skierowane do Obiegu – dlaczego organizuje tak żenujące przedsięwzięcie??? Nie chcecie zostawić po sobie obiektywnych, ważnych treści przekazu? O naprawdę istotnych, awangardowych zjawiskach w sztuce początku XXI stulecia? Dla potomnych, dla przyszłych pokoleń? Proszę pamiętać – młodzi, nowe pokolenia nie uwzględnią farmazonów starych wapniaków, jakkolwiek nie próbowalibyście nimi manipulować - młodzi mają niezwykle czujną intuicję!
PS. Na naszą wypowiedź na pewno pojawiłyby się głosy że to są hejty (no i z góry wiemy że pierwsza w kolejności byłaby pani Iza Kowalczyk), ale proszę zauważyć, jak to zwykle Krasnale czynimy, po prostu pokazaliśmy wam to co wy nam, tylko że w krzywym zwierciadle. Proszę przeanalizować – użyliśmy dokładnie tę samą retorykę tworząc nasz ranking – jedynie nieco dosadniej aby uzmysłowić jak wasze działanie wygląda od podszewki.
Proszę udostępniać i polecać szczególnie studentom i młodym ludziom związanym z tymi powyżej. Niech się dowiedzą co to za cudo! Warto poznać prawdę o swoich wykładowcach i o swoich ‘mentorach’!
Na zdjęciu: Looking for Art Circulation / W poszukiwaniu Obiegu Sztuki

HIPOKRYZJA, KORUPCJA, U BRAM SZTUKI


„CZARNA KSIĘGA POLSKICH ARTYSTÓW, przygotowana przez środowisko skupione wokół Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej, ukazuje sformułowaną z perspektywy samych artystów wizję tego, jak powinna być wspierana sztuka współczesna.”
Jak ma się niby odbywać owo wspieranie sztuki aby było sprawiedliwe? Jak będziecie określać kto ile dostanie? Jakie zastosujecie kryteria? Czy wszyscy dostaną równo z dyplomami po liceum plastycznym? Czy po Akademii? Czy Anda Rottenberg i Mytkowska będą pokazywać palcem kto dostanie a kto nie? A może politbiuro Krytyki Politycznej będzie decydować? Czy w myśl za Josephem Beuysem każdy kto się poczuje artystą będzie dofinansowywany? A jak wszyscy stwierdzą że są artystami, to co? Wszystkim dacie? Wszystkich wesprzecie? Czy was wszystkich pogięło?! A jak się to rozniesie, to zaraz będzie 40 milionów artystów w tym kraju. Co zresztą nie mijałoby się z prawdą. A jeśli do tego dojdzie, to doprowadzi to do natychmiastowej korupcji!!! Bo nie da się tego sprawiedliwie przeprowadzić. Dość obłudy! To co proponujecie to jest neopostsocjalistyczna forma hipokryzji. Jeśli coś takiego powstanie, to każecie ustawić się w kolejce do lizania swoich dup, wypełniania papierów w celu zdobycia podpisu czy artysta czy nie.




List Otwarty do Obiegu – riposta na komentarz Obiegu do Listu Otwartego Piotra Bernatowicza do Obiegu.
Pytanie do Obiegu - Czy artyście wolno wszystko czy nie??? Przecież właśnie wy głosicie że tak! Czy teraz nagle wam to nie pasuje? To wy z lupą niemal tropicie wszelkie przejawy cenzury!
Jak np. Obieg skomentuje pracę Chapman Brothers skierowaną do Damiena Hirsta – „We always knew you were a cunt!” – czyli – „Zawsze wiedzieliśmy że jesteś pizdą”. Albo bardziej swojski przykład – dyrektorka Teatru Ósmego Dnia oświadczająca że papież jest chujem. W obliczu pizdy i chuja nasze określenia jak pierdziel, menda czy kurewna Śnieżka wypadają doprawdy niewinnie, wręcz pieszczotliwie! Przykładów wulgaryzmów można mnożyć w sztuce bez końca. Dlaczego akurat nas się czepiacie??? Czyżby wasza duma, godność i honor zostały urażone?

Wulgaryzmy – każdy z minimalnym wykształceniem byłby w stanie zauważyć, że zastosowane przez nas są trikiem – prostym ale skutecznym jak widać - Obieg po raz kolejny dał się nabrać na tę starą sztuczkę jak świat! Bo kiedy Obieg reaguje na nasze wypowiedzi ? Właśnie jak pojawią się wulgaryzmy, które stanowią zaledwie 1 % naszych treści. Reszta tekstów które są na o niebo wyższym poziomie intelektualnym niż średnia tekstów na Obiegu, zostają pomijana milczeniem, gdyż poziom intelektualny i merytoryczny przewyższa stanowczo ich możliwości. I tu jest pies pogrzebany, to was boli, iż nie macie autorytetów, którzy pisaliby teksty na odpowiednim poziomie, którzy by potrafili dyskutować o meritum spraw.
I jeszcze jedno - to chyba logiczne – dopóki wy będziecie walić idiotyzmy – to my wulgaryzmy! W sumie do was należy decyzja – walicie idiotyzm – a on odbija się o lustro z którego wyskakuje wulgaryzm. I nikt nam w konsekwentnym trzymaniu lustra nie przeszkodzi, i chuj! Nie chcecie wulgaryzmów – ale to wy, tylko i wyłącznie wy jesteście za nie odpowiedzialni!