January 9, 2012

Artyści cenzurują sztukę

List otwarty do Rektora i do Studentów Akademii Sztuki w Szczecinie


Szanowny Panie Rektorze oraz Studenci,

Na wstępie prosimy aby ów list powiesić w widocznych miejscach na Akademii. Studenci powinni mieć świadomość tego co się wydarzyło, aby na podstawie dostępu do informacji móc się dowiedzieć jak w istocie funkcjonuje świat sztuki, uwikłany w instytucje i politykę. Ze względów etycznych nie powinno im się zasłaniać prawdy o tym, że twórczość idzie daleko w tyle za układami i poprawnością polityczną. Naiwna wiara młodych ludzi w prawość sztuki powoduje, iż po studiach kiedy zdani są na siebie samych, doznają ciężkich zawodów.

Stanowczo sprzeciwiamy się zastosowanej cenzurze, która nastąpiła w Akademii Sztuki w Szczecinie w związku z wystawą The Krasnals w Galerii Rektorskiej planowanej na styczeń 2012 roku.
Wystawa, która kuratorowana była przez panią Małgorzatę Kopczyńską, nawiązywać miała do wykładu Piotra Bernatowicza „Krytyka, nostalgia i nowe zaangażowanie. Sztuka współczesna wobec komunizmu”. Pierwotnie wystawa miała zostać otwarta 5 stycznia, w dzień wykładu pana Piotra Bernatowicza. Kilka dni wcześniej otrzymaliśmy jednak pilnego maila od kuratorki, że Akademia zrezygnowała z wystawy z powodu „nieodpowiedniego miejsca na wystawienie prac The Krasnals”, proponując inną galerię zastępczą. Po wymianie korespondencji, Akademia powróciła do pierwotnej decyzji, przesuwając termin o kilka dni – na 12 stycznia. Jednak w dzień kiedy oczekiwaliśmy na transport, na 4 dni przed wystawą, otrzymaliśmy kolejnego pilnego maila, iż jednak wystawa nie dojdzie do skutku!
Sprawa ta jest o tyle skandaliczna, iż tym razem prowodyrem dokonania cenzury byli – ARTYŚCI! Bezpośredniego nacisku na władze Akademii dokonywali bowiem Kamil Kuskowski oraz Łukasz Skąpski (być może jeszcze inne osoby), będący zarazem wykładowcami na tejże Akademii!
Po raz pierwszy w historii artyści cenzurują artystów, mówią stop wystawie!
Proszę Państwa! Żyjemy w XXI wieku, w Polsce, która miała być krajem nowoczesnym, demokratycznym, otwartym i tolerancyjnym, dalekim od sposobów działania opresyjnego systemu sprzed 20 lat. Okazuje się, że jest jednak odwrotnie, a ci którzy głoszą hasła demokracji, stoją na straży trzymania jej w ryzach. Pokazuje to, że intencje establishmentu sztuki są nieszczere, a głoszone ideały spełniają jedynie funkcję praktycznych haseł marketingowych. Takim pustym hasłem marketingowym staje się „Antysemityzm wyparty” Kuskowskiego, (przy czym obecna sytuacja z cenzurą kompromituje przy okazji biennale Bielską Jesień, gdzie artysta zdobył grand prix właśnie za ten cykl), tracą sens działania grupy Azorro, którą zakładał między innymi Łukasz Skąpski, a której prace charakteryzują się przenikliwością, podważają obowiązujące normy, ukazują wywrotowy sposób myślenia członków owej grupy. Dlaczego Kamil Kuskowski nie wycofał się z wystawy w Bydgoszczy „Nowe tendencje w malarstwie polskim”, gdzie jego prace na zasadzie równorzędnej nadal wiszą obok dzieł The Krasnals?

Ci wywrotowi artyści głoszący idee tolerancji i demokracji, ustawili się bez jakichkolwiek oporów w roli przedstawicieli ciemnogrodu konserwatywnego jak pamiętny poseł Tomczak, który ocenzurował papieża przygniecionego meteorytem w 2001 roku w Zachęcie, czy w roli protestujących przeciw wystawie Katarzyny Kozyry, tak krytykowanych notorycznie przez to środowisko. Wytykając wszelkie najdrobniejsze przejawy cenzury, bez mrugnięcia okiem dokonują jej sami dla niewygodnych dla siebie przejawów twórczości. A w swoim środowisku zapewne staną się bohaterami, dzięki którym nie odbyła się wroga wystawa.

Jesteśmy świadkami niewiarygodnej próby zatamowania przekazywania ‘niebezpiecznych’ treści młodym ludziom. Jest to wyrazisty przykład akcji inwigilowania młodych, których wszelkimi środkami środowisko stara się sformatować do swoich potrzeb. Obecnie już niemalże każda instytucja czy uczelnia artystyczna, jest kontrolowana przez ‘odpowiedni’ zespół ludzi. Osoby te, poprzez wspięcie się po szczeblach kariery (często w wątpliwy etycznie sposób), mają obecnie moc decydującą i wykorzystują ją nagminnie w sposób obłudny w celu obrony określonej poprawności politycznej za wszelką cenę. Wiadomym jest również, iż skuteczna propaganda opiera się na formatowaniu przyszłych pokoleń. Dlatego tak wielkie starania, aby ‘zatruta’ informacja nie przedostała się do preparowanych misternie umysłów studentów.
Ten Akt cenzury stał się ‘kropką nad i’. Po części cieszymy się z takiego obrotu sprawy, gdyż obnażył on całkowicie postawę i faktyczne intencje polskiego świata sztuki. Dokonana cenzura potwierdziła również wysuniętą przez nas niedawno tezę o istnieniu CIEMNOGRODU ARTYSTYCZNEGO, jednego z najbardziej ksenofobicznych środowisk naszego społeczeństwa!
Panie Rektorze, Studenci!
Nawołujemy, aby nie poddawać się presji tego środowiska, które zamiast wspierać nowoczesność i demokrację, wręcz przeciwnie - skutecznie ogranicza wolność sztuki i wolność obywateli jako jej odbiorców. Nazywając innych CIEMNOGRODEM, środowisko to samo przywdziewa jego szaty w momencie, gdy w sposób niezauważalny próbuje zmanipulować nas i was pod potrzeby własnej poprawności politycznej. A to wszystko w trosce o zachowanie własnej pozycji i – a jakże – władzy!

Czy idea Akademii wolnych, szerzących wolność sztuki legła tak szybko w gruzach?

Pozdrawiamy!
The Krasnals



Do wiadomości między innymi:
Ministerstwo Kultury
Wszystkie Uczelnie Artystyczne w Polsce

Krucjata Artystów. Kamil Kuskowski oraz Łukasz Skąpski protestują przeciwko wystawie The Krasnals na Akademii Sztuki w Szczecinie.

Krucjata Młodych protestuje rzeciwko wystawie Katarzyny Kozyry w Muzeum Narodowym w Krakowie.

13 comments:

  1. nie ma już(ale czy w ogóle tacy byli?) artystów z jajami, zostali nam tylko sługusy systemu. Młoda akademia szczecińska bała się podpaść większym i mądrzejszym, szczególnie, że większość wykładowców tam jest związana z innymi akademiami.
    W sumie to zabawne jak się sami zdekonspirowali.

    Szkoda, wernisaż mógłby być boski

    ReplyDelete
  2. „Ludzie ludziom zgotowali ten los”
    ...
    ;)

    ReplyDelete
  3. No coz... to sie nazywa zazdrosc i hipokryzja. Hipokryzja, bo jesli sami kiedys taka sztuke uprawiali - wypieraja sie samych siebie; zazdrosc, bo najzwyczajniej w swiecie macie sile i odwage mowic glosno co myslicie, a oni [juz?] nie.
    Zalosne ograniczanie wolosci slowa zdarza sie niestety wszedzie...

    ReplyDelete
  4. ciekawe... czy może krasnalsi jak już bedą uczyć po akademiach to też kogoś oprotestują? (;

    ReplyDelete
  5. Wszystko to jest bardzo śmieszne, bo jak się bliżej przyjrzeć to wasze małe artystyczne spory raczej nikogo nie obchodzą, poza wami samymi... Artyści trwale i na stałe rozwiedli się z ludem... to, co trzyma was przy życiu to różnorakie urzędy... Lud nie będzie jednak waszym arbitrem, on was nie pokocha ani nie zgani, to co robicie już raczej nie ma znaczenia... "Znaczenie" i "racja" będzie po stronie postaci takich jak K. Kuskowski, które się sprytnie potrafią wypromować i wprosić do establishmentu... i utrzymywać w społeczeństwie iluzję, że choć się generalnie jako naród na sztuce nie znamy, to łożyć na nią nie zaszkodzi... bo wiadomo kultura być musi.
    Sorry, ale wkurwia mnie trochę, kiedy czytam te banały i truizmy o twórczości, która idzie w tyle za układami i poprawnością polityczną

    ReplyDelete
  6. Ten komentarz powyżej, choć wredny, jest boleśnie prawdziwy. Dzisiejszy tzw. świat sztuki należy do sprytnych i dyspozycyjnych miernot więc absolutnie nie jest w interesie tego świata zatrudnianie na tym samym gruncie plastycznego analfabety jak Kuskowski i pokazywanie grupy, która ten analfabetyzm tropi i ostro punktuje. Nawet się dziwię, że TK aspirują do pokazywania w takich miejscach jak szczecińska ASP. Wystarczy przejrzeć kadry tej "szkoły" by się przekonać, że jedynymi nazwiskami, które cokolwiek mogą komukolwiek -odrobinę interesującemu się tzw. sztuką ostatniego półwiecza- powiedzieć, są nazwiska tej artystycznej dukaniny z czwartego rzędu z halabardą czyli Kuskowskiego i Skąpskiego. Dla nich pokazać Krasnali pod swoim nosem to tak jakby targnąć się na sepuku.

    ReplyDelete
  7. niestety tzw.polska sztuka wspolczesna prawie nie istnieje sa wyjatki ale w poza nimi to same kopiarki zachod oczywiscie to widzi i bierze za norme swoich wplywow wiec paru kolesi co jakis czas pokazuje u siebie - mowiac zobaczcie jak sie od nas nauczyli / smutne czasy

    ReplyDelete
  8. Leopold Duszka-KolczJanuary 10, 2012 at 9:09 AM

    Świat sztuki zwany „artworld” jest światem po lobotomi. Rynek sztuki jako dziecko świata sztuki jest pierwszym przypadkiem genetycznego dziedziczenia zabiegu neurochirurgicznego.

    Leopold Duszka-Kolcz, Szczere Pole Sztuki

    ReplyDelete
  9. Byłem na wykładzie Piotra Bernatowicza i co ciekawe, na wstępie wspomniano, że przytoczone i omówione zostaną prace The Krasnals w kontekscie "Sztuka współczesna wobec komunizmu", jednak jak się okazało czas wykładu skończył się(choć nie było ram czasowych) i o The Krasnals mowy nie było...co dziwniejsze padła wypowiedź że przyjdzie jeszcze czas na omówienie tych prac, kiedy indziej(?), oraz wspomniano o zbliżającej się wystawie Krasnali. Ciekawy jestem czy prace nie zostały pokazane,bo władze czy też pseudo władze S.i K. wiedziały już że wystawy ma nie być....

    ReplyDelete
  10. Panie Andrzeju,
    nie chciałem być wredny w moim komentarzu... i miałem raczej na myśli fakt, że to co nazywa pan "światem sztuki" stało się dramatycznie hermetyczne i nieprzetłumaczalne na ludzki język. Cała gra zwana sztuką rozgrywa się wśród aktorów spośród których w gruncie rzeczy każdy ma jakieś interesy... Zarówno te sprytne i dyspozycyjne miernoty, jak i utalentowani artyści mierzą się chyba już tylko sami z sobą, kilkoma urzednikami od kultury albo nauki, ewentualnie kilkoma zazwyczaj równie sprytnymi i dyspozycyjnymi pismakami... Ale to chyba w ogóle problem współczesności (o którym można długo pisać). Była niedawno taka wystawa i panel dyskusyjny w Łodzi "Zawód artysty"... Doznałem olśnienia kiedy o niej usłyszałem, w końcu ktoś ze środowiska zdobył się na autoironię, trochę gorzkiej ale prawdziwej refleksji. To moje przypuszczenie opierało się na samym tytule, bo "zawód" można czytać nie tylko jako profesję, ale też jako rozczarowanie. No i rozczarowałem się bo okazało się, że artyści nie mają jednak poczucia humoru. W całym projekcie chodziło tyko o to, że nie ma kasy na sztukę, i kto ją powinien dawać, i co będzie jak nie da (będzie źle, bardzo źle i znów będziemy zakałą artystyczną kraju). Czyli spotkanie jak u Durenmatta, tyle że nie pisarzy a plastyków (pożyczam cytat od G.K): „Pisarze wietrzyli jakieś możliwości. Pisarze poniekąd chcieli pieniędzy, ale nie chcieli się domagać, przemysł poniekąd nie chciał dawać pieniędzy, ale nie chciał odmawiać, a Kościół chciał poniekąd jakichś wyższych wartości, ale nie chciał tego wprost obwieszczać. Spotkanie miało w sobie coś frywolnego i wysilonego, coś z nabożnego burdelu. Pisarzy zgromadziło się sporo, przyczołgali się ze wszystkich kątów Szwajcarii. [...] Jakiś przemysłowiec wytknął Frischowi, że pisać jest łatwo, wystarczy gapić się w niebo, a lider gospodarczy dźwiga brzemię odpowiedzialności za robotników, za swoją rodzinę, za kraj, za Europę [...] Jakiś młody pisarz zaofiarował się, że gotów jest przemysłowcom (i ich rodzinom) czytać w niedziele swoje wiersze".
    W sumie może zawsze tak było i może przesadzam, sztuka musi być trochę sztuczna... I pewnie niejeden uznany artysta pół życia spędził na tym, żeby umiejętnie wejść w d... jakiemuś establishmentowi (wiem, że na pewno wielu pisarzy tak robiło). Mniejsza o to, fakt pozostaje faktem Artysta mierzy się dzisiaj z innym artystą, urzędnikiem, pismakiem... mógłby olać ich wszystkich gdyby potrafił mierzyć się z publicznością, ale tego współczesny artysta (plastyk) już raczej nie potrafi... Współczesny artysta jest więc smutny, sfrustrowany i ma dużo pretensji i słusznie uważa, że to co go spotyka jest niesprawiedliwe, a ART WORLD jest zdegenerowany. Trochę prowokuję i trochę jestem niesprawiedliwy, ale może nie tak do końca

    M.K

    ReplyDelete
  11. o sztuce i pieniądzach z innego punktu widzenia...czyżby The Commission-based System

    It may seem odd to raise a matter that might otherwise appear conclusive. But stupidity is a good launch pad. An element that interested me in the debate is why most artists believe that commission-based fees are fair. I am not talking in comparison here. I want to discuss this system in isolation. A commission fee is where a third party extracts a percentage on sale. This percentage can be as high as forty to sixty per cent. The problem is that sales are not uniform processes and labour intensity can be difficult to quantify. When considering this I was reminded of a US direct marketer who turned down a flat fee for an eighty per cent commission rate only then to scoop, after a few weeks work and to the horror of the charity that contracted them, over $800,000. Percentage-based compensation, although not illegal in that industry in the US, is now forbidden by professional bodies and, in a number of States, subject to Attorneys General. But the history of this system in the visual arts is worth considering too, because artists have not traditionally supported it.

    The modern dealer system has its foundations in the late Nineteenth Century and precipitated during the Twentieth in tandem with the Modernist Story. What did artists think before there was a systematic dealer framework endorsed by media outlets, peer-reviewed journals, Art History courses and myriad consultants and critics? Artists were essentially small-business traders, often with diversified income streams. Sometimes they had wealthy patrons, but income came also from retail (art shops), restoring art works, designing household goods, training apprentices, teaching freelance and, if fortunate, commercial or real estate (Turner possibly owned a pub; Gainsborough had a shop). Often, they would deal in prints and possibly in antiquities or so-called “Old Masters”. It was taken for granted that an artist developed business and account managed clients. Artists were entrepreneurs always developing new business processes for selling their work. For example, the American eighteenth-century artist John Singleton Copley hired a private pavilion in London to exhibit Death of the Earl of Chatham and charged visitors admission fees. The first art academies in Britain and the US were artist collectives in spirit, as were the first public exhibitions where income was made from catalogue and admission fees rather than art sales. The few dealers in contemporary art that there were (mainly print dealers) were not respected partly because they either paid artists little and/or extracted income from artists’ sales. The idea that a third party sold work to clients on an artist’s behalf and took a slice of the proceeds was scandalous. The attitude towards percentage-based compensation has changed as the dealer framework has increasingly wedged apart artists from their clients.

    ReplyDelete
  12. cd. The fairness of the commission system today appears to be located in a belief that dealers take financial risk. In some instances, a dealer or gallerist may well take financial risk, but that is rare. There are too many overheads on gallery premises, marketing, staff, and insurance to name a few expenses. Can a dealer really take risk, the kind of risk that artists think they do? Of course not. They cannot afford the time or expense to develop every artist on their books into a brand. In order to sell an artist’s work- their product (the art)- it must be made to fit with the market by the dealer. One rarely starts with a product and then fits a market to it, no matter how much Art History attempts to weave its myths. Artists are expected to alter their product to correspond with the requirements of a client base. Once the market uses an artist’s product, they will be expected to repeat it, perhaps slightly varying elements. If all this is starting to sound mechanical, it is. The artist becomes manufacturer demoted to factory worker (or a pseudo-industrialist employing myriad factory workers). The dealer does not really take risks. They know which works will sell to their client base and will accept pieces where they will take income. It is far more calculated and precise, as one would expect of any intelligent business owner. If the market for an artist’s product declines, so will their purpose for the dealer. Media outlets help advertise the dealer’s branding of the products, as do auctions, cultural history and university courses in Fine Art and Art History to some extent. It is not money or celebrity that drives artists in pursuit of this system offered to them as the ideal by art colleges and the Media. It is instead a sense of perceived recognition, the pinnacle of which is to be recorded in the annals of Art History. It is to be in that “book” as a “great artist”. The perceived failure of which has left many artists frustrated, disappointed, depressed and, in some extreme circumstances, even dead.

    ReplyDelete
  13. Oto na naszych oczach powstaje nowa świecka tradycja lub nawet nowa dziedzina sztuki. Sztuka Cenzury.

    ReplyDelete