Showing posts with label Anda Rottenberg. Show all posts
Showing posts with label Anda Rottenberg. Show all posts

April 24, 2017

"THE WALKING MAN" Drogą do dobrej emerytury trzeba iść w wygodnych butach / wyprzedaż kolekcji Andy Rottenberg

Drogą do dobrej emerytury trzeba iść w wygodnych butach, najlepiej pomalowanych w paski przez Henryka Stażewskiego, wartych 32tys. zł.
Wyprzedaż 4.04.2017 kolekcji Andy Rottenberg za prawie 2mln złotych na aukcji w Desie Unicum.




The Krasnals "THE WALKING MAN". 2017. Olej na płótnie. 60 X 50 cm

October 17, 2016

ZLOTY WIEK SZTUKI POLSKIEJ 2000-2016

Epicki obraz podsumowujący Złoty Wiek Kultury Polskiej. Historyczne dzieło o znaczeniu kluczowo-fundamentalnym, zamykające humorystyczną część rozwoju sztuki polskiej.

„ZLOTY WIEK SZTUKI POLSKIEJ 2000-2016 / TRIBUTE TO MAURIZIO CATTELAN AND WSZYSTKIE POLSKIE GWIAZDY SCENY SZTUK WIZUALNYCH TEGO OKRESU.” 2016. Olej na płótnie. 110 x 110 cm
Whielki Krasnal, The Krasnals..


March 15, 2015

ROZMOWA Z MARIĄ BRAVEIŃSKĄ kuratorką wystawy „Kanibalizm? O zawłaszczeniach w sztuce” w Zachęcie przeprowadzony przez Dorotę Jazdecką z Gazety Zaborczej.



„Banany dla Kanibali” – ROZMOWA Z MARIĄ BRAVEIŃSKĄ kuratorką wystawy „Kanibalizm? O zawłaszczeniach w sztuce” w Zachęcie przeprowadzony przez Dorotę Jazdecką z Gazety Zaborczej.

Dorota Jazdecka: Pani Mario… Skąd pomysł na zorganizowanie wystawy na taki temat?
Maria Braveińska: Pani Doroto… Chciałam aby w Galerii pojawiło się wreszcie coś ostrego, coś prowokacyjnego, coś co poruszyłoby naszą zaflegmiałą publiczność. Sama zresztą tego potrzebowałam. A gdy pomyślę sobie słowo „Kanibal”, to aż ciarki mnie przechodzą od stóp do głowy. I czuję się taka pobudzona. I o to mi chodziło, żeby inni też to poczuli.

DJ: No dobrze… przyznaję, że tytuł brzmi w tym kontekście zachęcająco, jako ciekawa zapowiedź, gra wstępna przed ostrą akcją na wystawie. Jednak … na planie akcji nic się nie dzieje, i widz wychodzi zawiedziony brakiem wrażeń, oszukany przez impotenta który darł się przed wejściem co to z niego za ogier. Dlaczego tak właściwie na wystawie nie ma autentycznych kanibali, z krwi i kości, a jedynie bezwładne manekiny?   Dlaczego nie ma na wystawie grupy The Krasnals, która jest najdzikszym i najwyrazistszym przejawem kanibalizmu w Polsce? Jestem zawiedziona!
MB: Pracuję jednak w dużej instytucji, i nie zawsze mogę zrealizować wszystko po mojej myśli. Ale cieszę się, że chociaż tytuł udało mi się przeforsować. Co do eksponatów to musiałam zgodzić się na korektę dyrekcji i rady programowej Zachęty, a zwłaszcza dyrektorki Rady Programowej Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Ona jest przeciwna w ogóle jakimkolwiek podnietom wykraczającym poza grę wstępną. Uważa to za niemoralne, nieetyczne, wulgarne, brudne, niecywilizacyjne. Całe nasze środowisko popiera te poglądy i skutecznie ćwiczy impotencję. Pani Anda Redttuberg wie jak trzymać artystów na wodzy, choć nie może złapać The Krasnals, którzy uprawiają non stop bezprawne orgie w sztuce i rżną po kolei wszystko co się rusza. Dlatego właśnie, jak wszyscy wiedzą, pani Anda nienawidzi The Krasnals! Nienawidzi tych wulgarnych stworów, tych obleśnych kanibali co mają czelność żreć sztukę i niesztukę innych i przerabiać ją na nowe, ostrzejsze i celniejsze wizje dotyczące rzeczywistości. Wiem, wiem dobrze że The Krasnals pasują do wystawy o Kanibalach, ale są zdecydowanie zbyt agresywni jak na Kanibali.

DJ: Więc nigdy już nie będziemy mieć szansy obejrzenia The Krasnals w Zachęcie?
MB: Dopóki my rządzimy, The Krasnals nigdy nie znajdą się w Zachęcie. To samo zło! Niech Bóg nas broni! Kiedy pomyślę o nich, od razu mam nieczyste myśli.

DJ: Czyli seks to jednak grzech… A The Krasnals to taki diabeł sztuki współczesnej…
MB: Tak słyszałam od Andy Redttuberg, a ona wszystko wie na temat sztuki, nawet kiedy jest zupełnie odwrotnie.

January 14, 2015

Anda Rottenberg - Mother/Fucker of Polish Art

"Anda Rottenberg - Mother/Fucker of Polish Art"
"W polskim obyczaju zakorzeniona jest pogarda dla obcych." "Zawsze reagujemy za późno. Uczestniczymy w pewnych procesach - aktywnie lub przez zaniechanie - a dopiero gdy zło już się dzieje, myślimy: "Przecież były symptomy. Jak to się stało, że je przegapiliśmy?"



April 1, 2013

5-te Urodziny THE KRASNALS - Made in Poland

1 Kwietnia 2013
To już 5-te urodziny The Krasnals!

Z tej okazji poruszamy dwie kwestie. Podsumowując owe 5 lat, nasuwają nam się dwie niestety smutne refleksjie. Pierwsza dotyczy zmieniającej się kondycji polskiego społeczeństwa. Druga  natomiast wniosków na temat polskiej sztuki i tego kto przyczynił się do jej zniszczenia.
Kultura jako awangarda zmian społecznych jest bowiem w pełni odpowiedzialna za to, jak wygląda obecne społeczeństwo. Orędownicy braku wartości, nihilizmu, relatywizmu i brzydoty wpłynęli bezpośrednio na szerzącą się tępotę, płytkość i ślepe podążanie za trendami, które prócz hasła "nowoczesność" nie noszą absolutnie żadnych treści. Odebrano ludziom opcje zachwytu pięknem, opcję wartości, jakiejkolwiek misji i pasji. Skutkiem tego jest sposób życia objawiający się totalnym dryfowaniem w przestrzeni, jak zawieje wiatr, np medialny. Przedstawiciele kultury być może nawet nie są świadomi tego, jakich szkód dokonali na obecnym młodym pokoleniu, poświęcili je bez skrupułów dla własnych korzyści, uznania i władzy, robiąc z niego łatwo kierowaną masę pozbawioną indywidualizmu, uległą wszelkim zachciankom rządzących partii, świata korporacji i banków.

The Krasnals. Whielki Krasnal "Made in Poland - Rewolucjonistki". 2013. Olej na płótnie. 150 x 150 cm


Made In Poland – kondycja polskiego społeczeństwa początku XXI wieku
Dobre bo Polskie.
Kochamy Cię Polsko, jesteśmy zadowolone.
Rewolucjonistki Neopostkomunistycznego Korporacyjnego Konsumpcjonistycznego Ciemnogrodu
Najnowsza odmiana Polskich Buraków Genetycznie Modyfikowanych
Gdzie tak naprawdę jest dzisiaj jądro polskiego ciemnogrodu?
PKB Polski rośnie.
Polish Fiuture ma dobre prognozy.
Jest nam dobrze w Polsce.
Życie codzienne na zielonej wyspie
Zadowolone, szczęśliwe i głupie


Co dziś jako Polska mamy na eksport? 
Nasz kraj ostatnimi laty zainwestował w ogromne hodowle nowoczesnej odmiany buraków, utuczonych debili, bezmózgowców. Celem produkcji tak zmodyfikowanych organizmów jest uzyskanie egzemplarzy o pożądanych cechach w hodowli – poprawnych polityczne, obłych, zakwaszonych, zaflegmionych, gładkich, dojrzałych, bez jakiejkolwiek skazy – bez jakichkolwiek usterek pod postacią ustępstw od zaprogramowanego schematu. Wiadomo, że modyfikowanie organizmów jest szkodliwe dla środowiska, w tym dla ludzi. Kontrolę nad jakością sprawuje znana wszystkim obiektywna gazeta – obowiązkowa instrukcja obsługi, przewodnik i regulamin dla buraków.
Produkty te zostały w dużym stopniu udoskonalone w porównaniu do wytworów XX wiecznej komuny - praktycznie nie nawalają! Posiadając stały dostęp do kiełbasy, są zawsze zadowolone. Nie mają powodów do autorefleksji, dlatego nigdy nie wpadną na pomysł buntu.
Doskonały materiał na Czerwone Rewolucjonistki, kultywatorki Neopostkomunistycznego Korporacyjnego Konsumpcjonistycznego Ciemnogrodu.

Jak została zaprogramowana odmiana polskiej przedstawicielki nowoczesnego ciemnogrodu?
To już nie elegancka biznes łomen, lecz roztyty babsztyl, rozwalony przed telewizorem, oglądający Top Models, seriale, tok szoły i doskonałą panią domu. Ulubiona rozrywka to zakupy w Biedronce lub Tesco, dla nieco lepszych Piotr i Paweł. Wszyscy marzą o Almie – symbol dobrobytu polskiej rodziny, ale po kryjomu chodzą do Biedronki. Aby żyło im się jeszcze lepiej, zaciągają kolejne kredyty. W najnowszym regulaminie przypominają codziennie o obowiązkowej krytyce Kościoła, więc jest to jeden z ulubionych tematów do ponabijania się np. podczas wcinania ciastek. W nagrodę takie buraki mogą opłacić budowę i utrzymanie kolejnego stadionu.
Zobacz kto ci wmawia że warto być debilem, jacy są idole nowego ciemnogrodu, czy naprawdę autorytetem dla ciebie jest Grodzka, Biedroń, Wojewódzki bądź Sierakowski?

Czy chcesz aby również twoja przyszłość właśnie tak wyglądała? Czy to jest szczyt twoich marzeń i ideałów?

Całemu naszemu społeczeństwu przyda się dobra lewatywa!

Kiedyś lepsi, zdolniejsi, ambitniejsi mieli więcej. Teraz nie.
Arogancja i cynizm sprawiają, że równo wyhodowane buraki uważają się za lepsze od innych, rodzi się wręcz agresja kiedy ktoś wykaże się indywidualizmem i ambicją. Wzmagają się wzajemna kontrola i donosicielstwo.
W społeczeństwie musi obowiązywać system kryteriów wartości, a on składa się z dwóch części – nakazów i zakazów. Skrajne lewactwo próbuje ów system wyeliminować, co prowadzi do chaosu. Wiemy o tym na przykładzie historii. Chaos ma to do siebie, że trwa krótko, jest konsystencją materii która szybko chce być uregulowania. I tu pojawia się przestrzeń do pojawienia się dyktatora typu Hitler, Stalin.
Więc drodzy władcy, uważajcie co robicie!




Kto zniszczył Sztukę Polską?


To co wspólne dla pasożytów żerujących ostatnimi laty na sztuce, to to że aktywnie zajmują się lansingiem, lobbingiem i fuckingiem.

Głównym mankamentem elity polskiej sztuki współczesnej jest fakt, że utraciła ona zdolność rozróżniania dobrej i złej sztuki, w związku z tym mamy w Polsce do czynienia z coraz większą ilością fikcyjnych lub omyłkowych karier artystycznych. Dłuższe przebywanie w towarzystwie dzisiejszej salonowej sztuki skończyć się może schorzeniami wątroby, zepsuciem smaku i skrzywieniem artystycznego morale.
Pod płaszczykiem społecznego zaangażowania wciska nam się artystyczną tandetę.
The Krasnals – zachowują jednak pogodę ducha, w obyciu bywają bardzo sympatyczni.
Stanowią swoistego rodzaju wyrzuty sumienia dla kuratorów, historyków i krytyków z sieci głównej.
Zdobywają sobie powszechną sympatię pogodnym usposobieniem, silnym poczuciem więzi koleżeńskich i brakiem wysnobowania. Jakość ich sztuki pozwala żywić nadzieję, że już wkrótce skończy się w Polsce epoka błota.



Wilhelm Sasnal - to największe zło jakie mogło trafić się polskiej sztuce, polskiemu narodowi i całej Polsce. Bo nienawidzi Polaków, maluje ich jako świnie, do tego jest bardzo złym rysownikiem i malarzem. Jest jedną z owiec wyhodowanych przez Gazetę Wyborczą, wierny Sługus Krytyki Politycznej.

Artur Żmijewski – bardzo kiepski artysta, bo to nie artysta lecz działacz polityczny, do tego skrajnie komunistyczny pasożyt, o zabarwieniu sadystycznym, klasyczny neo-homosovieticus. Jeden z czołowych burżujów Krytyki Politycznej i sługus Sorosa.

Joanna Rajkowska – protekcjonalna, pretensjonalna, niekompetentna, populistyczna, nietolerancyjna, prezentuje bardzo niski poziom zarówno swoich projektów jak i kultury osobistej wypowiadając się często wulgarnie. Traktuje Polaków jako głupków. Wmawia nam że bez jej sztuki nie będziemy umieli zorganizować się jako społeczeństwo i np. nie będziemy wiedzieć co zrobić ze zmarłymi, a dzięki niej w ogóle jeszcze nadal wiemy kim jesteśmy, za co powinniśmy być wdzięczni i dlatego powinniśmy płacić więcej podatków na jej projekty. Tak jak inni jej kumple uważa że debilizm to nowoczesność, a inteligencja i zdrowy rozum to ciemnogród. Sługuska Krytyki Politycznej.

Anda Rottenberg – osoba niekompetentna o zapędach dyrektorskich. Jedyne co jej się udało to zrobić karierę jako lwica salonowa. Dyktatorka i egoistka – narzuca swoje zdanie i cenzuruje wszystko to co jej się nie podoba – dopuszcza do sieci głównej tylko to, co w niej samej wywołuje - jak to określa - PRĄD. W dupie ma to że nikt poza nią tego prądu nie czuje, nie chce słyszeć o tym, że można by dopuścić do wystawy cokolwiek, na co byliby wrażliwi inni odbiorcy, w tym duża ilość młodzieży. Kiedyś oświadczyła, że nie chce oglądać ładnych przedmiotów. Prawdziwa sztuka to ta która wciąga w depresję, wywołuje obrzydzenie. Dlatego została producentem przedmiotów brzydkich, tzw „niekomercyjnych” – czyli sprzedawanych najdrożej za publiczne pieniądze. Cofnęła i ograniczyła sztukę polską do prostackiej propagandy. Twórczyni Anty-Polskiej i Anty-Artystycznej Fabryki Artystów, jej kariera rozpoczęła się od finansowania jej projektów przez światowego spekulanta Georga Sorosa.

Open Art Projects (2004) - fundacja finansowana między innymi ze środków publicznych, promująca i finansująca projekty ekipy Andy Rottenberg, również na zachodzie. Kasia Redzisz z fundacji jest kuratorką Tate Modern i współpracuje z Frezie Magazine. Magda Materna (żona Krzysztofa Materny) - szefowa fundacji. Obie niekompetentne, w ogóle się na sztuce nie znają.

Bogdan Zdrojewski – polityk który udostępnił bezkarne korzystanie ze środków publicznych na jedyną słuszną linię polityczną w sztuce. Na propagandową działalność artystów uprawiających neo-post-socrealizm o bardzo niskiej jakości.

Sławomir Sierakowski – działacz polityczny, skrajnie komunistyczny. Filozof który ogranicza się do analizy Marksa i Lenina, a wiadomo w praktyce tacy idą w ślad za Stalinem, Hitlerem i Mao. Sen z powiek spędza mu zagadka, jak totalnie ogołocić podatników by wesprzeć tę jedynie słuszną sprawę, w tym zwłaszcza swój ‘Nowy Wspaniały Świat’. Ostatnio trwa w tzw permanentnym multiorgazmie, bo George Soros dał mu na 5 lat kasę na Instytut Studiów Zaawansowanych – nową komunistyczną komórkę propagandową.

Katarzyna Kozyra – nie będziemy wiele pisać, bo o osobach które mają problemy zwłaszcza psychicznie nie wypada źle mówić. Szkoda tylko że jej terapia sztuką tak wiele kosztuje zwykłych podatników. Ulubiona artystka Zachęty na którą wydaje najwięcej kasy. Jej wypowiedzi same za siebie świadczą czy jest osobą która byłaby w stanie cokolwiek sensownego przekazać. Polecamy filmiki dostępne w Internecie!

Mirosław Bałka – robi w sztuce, bo że niby wg Beuysa każdy jest artystą. Bardzo modny artysta typu lanser, bo robi tylko w holocauście. Obrał sobie tę dziedzinę sztuki bo Anda Rottenberg powiedziała mu że z tego będzie kasa.

Paweł Althamer – kolejny kreator debilizmu w kulturze. Hosztapler w złotym kombinezonie, klaun i cyrkowiec, wybitnie niekompetentna osoba. Udaje kogoś kim nie jest. Jego hobby to latanie złotymi samolotami.

Zbigniew Libera – klockami lego z Auschwitz znakomicie wpisał się w najbardziej komercyjny wątek sztuki lewicowej – Holocaust.

Jakub Julian Ziółkowski – nie umie rysować i malować a robi za nadrealistę. Kierunek ten, wywodzący się z realizmu, zakłada jednak perfekcyjne opanowanie warsztatu rysunkowego, by móc zrobić coś ponad, przekroczyć granice realizmu. Ziółkowski nie dość że nie doszedł, to nigdy nie ujrzał tej granicy. Totalny amator, który obniża rangę tego wspaniałego gatunku. Wstyd dla całej Polski że za przedstawiciela surrealizmu mianują takie coś! Na świecie mamy Renne Magritte, Salvadora Dali – perfekcyjnych rysowników, a my promujemy takie gówno!

Dorota Jarecka – pomagier na usługach, typowy najemca korporacji, napisze wszystko co zgodne z linią partyjną. Publikuje pochlebne artykuły o artystach sieciowych na łamach Wyborczej.

Wyborcza –hodowla nowoczesnej odmiany buraków, wszystkie genetycznie modyfikowane według jednego standardu. Zrestrukturyzowana i udoskonalona forma głębszego niż kiedykolwiek Ciemnogrodu, kołchoz obecnej klasy średniej i pseudo-inteligencji zahipnotyzowanej hasłem „nowoczesność”. Największa w historii Polski gazeta propagandowa, wykorzystuje do tego celu sztukę oraz słabych artystów, którzy zrobią dla niej wszystko w zamian za pochlebny artykuł.

Wysokie (Płaskie) Obcasy – kompromitujący dodatek do Wyborczej, ulubiona lektura nowoczesnych ciemnogrodzian, a zwłaszcza ciemnogrodzianek. Najbardziej popularne są artykuły podające wytyczne jak się dostosować do roli nowoczesnego BURAKA.

FGF – Fundacja Galerii Foksal która ukradła nazwę zasłużonej galerii i na jej garbie stała się komórką promującą sztukę nowej sieci. Ważnym jej zadaniem jest ściąganie kasy z tak wypromowanej sztuki np. na zachodnich targach i sprzedaż do publicznych kolekcji.

Raster –nowatorskie regułki Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego krytykujące układ sztuki prorocze – idealnie pasują do dzisiejszych czasów. Np.: „W Polsce wszystko funkcjonuje na zasadzie układów. Jednym z nich jest układ scalony sztuki. Scalony, bowiem ze względu na niski poziom kulturowy naszego kraju i znikomą liczbę osób zajmujących się dobrą sztuką, wszyscy ci ludzie – artyści, kuratorzy, dyrektorzy, krytycy – znają się nawzajem. Sieć główna – na niej opiera się egzystencja sztuki współczesnej w Polsce. Łączy kilkanaście galerii, w miarę regularnie rozmieszczonych na terenie kraju, które organizują wystawy tzw. artystom sieciowym, czyli niewielkiej grupie pierwszoligowych twórców.” Mając swoje miejsce w sieci głównej, wypromowali największą hołotę artystów.

Łukasz Gorczyca – „wzór inteligencji i kultury”, mistrz opluwania i żenujących wulgaryzmów, które kierował w pierwszej dekadzie XXIw na działających wówczas artystów.

Grupa Ładnie – dwie imprezy na krzyż, ale zostali wywindowani tylko dlatego, iż pasowali do lewicowego paradygmatu, a nie było nic innego pod ręką.

Kowalnia – pracownia Grzegorza Kowalskiego na warszawskiej ASP - kuźnia pseudointeligencji sztuki propagandowej i personelu do kreowania nowej formy ciemnogrodu polskiego.

Klaman, Galeria Wyspa z Gdańska - druga kuźnia pseudointeligencji sztuki propagandowej i personelu do kreowania nowej formy ciemnogrodu polskiego.

Joanna Mytkowska – wywodzi się z nieetycznie powstałej Fundacji Galerii Foksal (FGF). Jedna z kluczowych wtyk i działaczek systemu, obecnie dyrektor warszawskiego MSN.

Adam Szymczyk - wywodzi się z nieetycznie powstałej Fundacji Galerii Foksal (FGF). Jedna z kluczowych wtyk systemu na zachodzie, obecnie dyrektor kunsthale w Bazylei.

Jakub Banasiak tzw. Krytykant – wyjątkowo udany okaz nowej odmiany buraka - na początkowym etapie (lata 2008-2010) typowy narwany sługus – wykorzystany i wypluty przez system.

Przykładowe placówki, które za pieniądze podatnika pokazują nam to, czego nie chcemy oglądać, które obsadzone są przez personel sieci głównej: MSN Warszawa, MOCAK Kraków, CSW Warszawa, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki Warszawa, Bunkier Sztuki Kraków, różne BWA rozsiane po Polsce.

Art Bazaar – blog klakierów pseudo-specjalistów od rynku sztuki. Zmurszałe informacje kierujących się sentymentem amatorów. Smutne i kompromitujące.

IAM – Instytut Adama Mickiewicza – Zajmujący się promowaniem anty-sztuki Polskiej za granicą za nasze pieniądze.

OFSW – Obywatelskie Forum Sztuki Współczesnej – zrzeszające większość pseudo-autorytetów w sztuce. Ogólnie chcą aby było w sztuce więcej demokracji, co w ich rozumieniu oznacza aby profesjonaliści decydowali o wszystkim, czyli oni sami. A, i do tego chcą jeszcze więcej dla siebie pieniędzy.

Lista jest oczywiście ograniczona, to subiektywny wybór naszych ulubionych bohaterów. Niestety to tylko wierzchołek góry lodowej całej masy działających w tym kierunku baranów.

Warto na koniec odkurzyć jedną z definicji sztuki Andy Rottenberg, która mogłaby się na coś przydać, gdyby gdzieniegdzie wkleić np. The Krasnals:
„Trzeba uwierzyć że jeżeli oni, The Krasnals widzą w jakimś miejscu rzecz której my nie dostrzegamy i ta rzecz jest ważna, to oni ją wydobywają i stawiają nam przed oczy. Jeżeli my nie dostrzegamy pewnych rzeczy to znaczy że się do tego albo przyzwyczailiśmy albo to wypieramy, bo jest nam wygodnie. To wszystko jest. I The Krasnals nagle stwierdzili że oni chcą odsłonić te obszary społecznej hipokryzji i powiedzieć – proszę – tacy jesteśmy.”

March 16, 2013

Polska blasfemia. O tym, jak lewica przejmuje kulturę

Polecamy przezabawną analizę porównawczą tekstu z Obiegu ze spreparowaną na jego podstawie wersją The Krasnals.
Oto oryginał: http://obieg.pl/teksty/28163
Dla dociekliwych polecamy próbę odnalezienia różnic, bo my ich nijak dostrzec nie możemy. I co z tą demokracją, równowagą w przyrodzie?
Autorką owego przydługawego tekstu jest nikomu nieznana Chinowska. Przy czym wiele razy proponowaliśmy nasze teksty do publikacji na Obiegu i nam odmawiano ze względu na poruszane treści (pod pretekstem że jesteśmy anonimowi). 
Może tym razem, gdy tekst powstał według zaakceptowanego już wzoru się uda...?

Poniżej o 'fatalnej sytuacji' sztuki węgierskiej tekst na niebiesko, tekst o sytuacji w Polsce wciąż na czerwono. 
The Krasnals. Whielki Krasnal "Pipe ou pas de Pipe, c'est la la question...?! / Swój ciągnie do swojego / Tribute to Marcel Duchamp and Damien Hirst / z cyklu Piękno w Sztuce" 2012. Olej na płycie. 76 x 60 cm


Węgierska blasfemia. O tym, jak prawica przejmuje kulturę
Polska blasfemia. O tym, jak lewica przejmuje kulturę

Skandal, jakim zakończyły się rządy lewicowego rządu Ferenca Gyurcsánya w 2009, zapewnił prawicowemu Fidesz Magyar Polgári Szövetség (Fidesz: Węgierska Unia Obywatelska) pod wodzą Viktora Orbána zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2010.
Skandal, jakim zakończyły się rządy prawicowego rządu Lecha Kaczyńskiego w 2007, zapewnił oficjalnie centralnej, ale sympatyzującej z partiami lewicowymi Platformie Obywatelskiej zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2007.
W lutym 2011 stanowisko dyrektora Műcsarnok (Kunsthalle) w Budapeszcie obejmuje Gábor Gulyás. Nominacja jest kontrowersyjna, bo odbywa się bez konkursu. Uściślając, konkurs został rozpisany, ale żaden z kandydatów biorących w nim udział nie został wybrany (a brał w nim udział również dotychczasowy dyrektor tej instytucji Zsolt Petrányi). Gulyás w konkursie nie uczestniczył, lecz został obsadzony na stanowisku dyrektora po tym, jak żaden z kandydatów konkursowych nie zyskał aprobaty władz. Gulyás nie był postacią o ugruntowanej pozycji w środowisku artystycznym. Co prawda przez ponad pięć lat był dyrektorem Centrum Sztuki Współczesnej i Nowoczesnej (Modern es Kortárs Művészeti Központ2) w Debreczynie, jednak objął tę instytucję jako osoba spoza branży (z wykształcenia Gulyás jest filozofem), mająca za to pełne poparcie lokalnych władz Fidesz.
W 2010 Stanowisko dyrektora Zachęty Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie obejmuje Hanna Wróblewska. Nominacja jest kontrowersyjna, bo odbywa się bez konkursu. Minister Kultury Bogdan Zdrojewski wręczył nominację Hannie Wróblewskiej. Uściślając, konkursu nie było, lecz Wróblewska została obsadzona na stanowisku dyrektora dlatego, iż żaden z ewentualnych kandydatów konkursowych i tak nie zyskałby aprobaty władz. Minister Zdrojewski wcale się z tym nie krył, publicznie przyznając: „- Absolutną faworytką jest Hanna Wróblewska, najbardziej kompetentną i najlepiej znającą sytuację Zachęty. Nie trzeba konkursu, żeby to potwierdzić. Marnowalibyśmy tylko czas.” http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,8608888,Minister_nie_chce_konkursu_na_dyrektora_Zachety.html
Tuż przed nominacją Wróblewskiej stanowisko dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie objęła Agnieszka Morawińska, z rekomendacji ministra Zdrojewskiego.

Kolejnym znaczącym wydarzeniem jest „dziwna reprezentacja” Węgier na wystawie w Muzeum Sztuk Pięknych w Pekinie, otwarta w czerwcu 2011. 
Kolejnym znaczącym wydarzeniem jest „dziwna reprezentacja” Polski na Biennale Sztuki w Wenecji, otwartym w czerwcu 2011.
Trudno tu mówić o jakiejkolwiek „reprezentacji” współczesnej sztuki węgierskiej, bowiem w Pekinie pokazano głównie malarstwo poruszające tematy z historii Węgier, węgierskiej mitologii – przedstawiające wielkich bohaterów walczących o słuszną sprawę. Według index.hu z zaprezentowanych prac wyłania się następujący obraz węgierskiego społeczeństwa: jest to naród bardzo religijny, mieszkający przede wszystkim w Siedmiogrodzie, lubiący kolorowe obrazy, na których najchętniej widzi sam siebie jedzącego słoninę na Przełęczy Wereckiej3. Nie muszę chyba dodawać, że obraz ten niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek „reprezentacji” współczesnej sztuki polskiej, bowiem w Wenecji w pawilonie Polonii pokazano wystawę propagandową skrajnie lewicowej organizacji Krytyki Politycznej, która zaprezentowała prace izraelskiej artystki Yael Bartany, poruszającej temat polskiego antysemityzmu – przedstawiającej wielkich bohaterów żydowskich walczących o słuszną sprawę. Z zaprezentowanych prac wyłania się następujący obraz polskiego społeczeństwa: jest to naród bardzo religijny, za to nienawidzący Żydów, jego przedstawiciele to z jednej strony nieczuli i tępi przedstawiciele ciemnogrodu, z drugiej przepełnieni poczuciem winy bezradni intelektualiści. Nie muszę chyba dodawać, że obraz ten niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
Według polityki kulturalnej rządu liczący się artysta to taki, który należy do Akademii Makovecza (MMA), jest związany z nieznaną nikomu galerią prywatną i porusza w swoich pracach tematy osiedlenia się Węgrów w Dolinie Karpackiej czy Trianon4. Najbardziej kontrowersyjna jest jednak wartość artystyczna i poziom prac pokazanych w Pekinie, a także to, że wystawa była organizowana pod auspicjami państwa jako obrazująca ostatnie trendy w węgierskiej sztuce współczesnej, tymczasem zaprezentowano na niej zjawiska marginalne. Ponadto nie był w nią zaangażowany żaden z liczących się kuratorów czy historyków sztuki, ludzi merytorycznie przygotowanych do takich zadań, a przede wszystkim nie brali w niej udziału ważni, liczący się artyści, zwłaszcza średniego i młodego pokolenia. Prace pokazane na wystawie można obejrzeć na stronie index.hu.
Według polityki kulturalnej rządu liczący się artysta to taki, który ma dobre układy z Krytyką Polityczną lub kręgiem znajomych i podopiecznych „guru” polskiej sztuki Andą Rottenberg. Jest związany ze znanymi ze swych układów galeriami prywatnymi Fundacją FGF oraz galerią Raster stosującymi perfekcyjnie znakomitą metodę zwaną „nacjonalizacja kosztów prywatyzacja zysków” i porusza w swoich pracach tematy krytyki polskiego zacofanego społeczeństwa, które jest nietolerancyjne, pełne homofobów, antysemitów. Ulubionym i wziętym zwłaszcza na zachodnich wystawach jest temat Holocaustu, szczególnie gdy Polaka pokaże się jako świnię (tak zaczęła się kariera Sasnala – malarza kreowanego przez polską elitę na czołowego intelektualistę Polski). Inne mile widziane tematy to queer, gender, ekologia, konsumpcja, religia, wszystkie o charakterze krytykującym zacofanie zwykłego obywatela. Wątki narodowe podejmowane są o ile odnoszą się negatywnie do wszystkiego co patriotyczne, do wszystkiego co w jakikolwiek sposób mogłoby ukazywać Polskę w pozytywnym świetle. Najbardziej kontrowersyjna jest jednak wartość artystyczna i poziom prac. Również wspomnianej izraelskiej wystawy w Wenecji, a także to, że wystawa była organizowana pod auspicjami państwa jako obrazująca ostatnie trendy w polskiej sztuce współczesnej, tymczasem zaprezentowano na niej zjawiska marginalne. Ponadto zaangażowani w nią byli jak zwykle ci sami liczący się kuratorzy. Anda Rottenberg i Sławomir Sierakowski szef Krytyki Politycznej, byli nawet bohaterami w prezentowanych filmach Bartany. Niestety nie brali w niej udziału ważni, liczący się artyści, zwłaszcza średniego i młodego pokolenia, gdyż nie tworzą oni zgodnie z obowiązującą linią poprawności politycznej. Artyści wolni i niezależni jak The Krasnals zmuszeni zostali swym wewnętrznym poczuciem artystycznego obowiązku do stworzenia alternatywnej reprezentacji Polski – oczywiście zorganizowanej na własny koszt bez jakiegokolwiek wsparcia publicznego. Zamknęli oni Pawilon Polonii informując, że na moście w Arsenale prezentowana jest „Polka Podnosząca Meteoryt z Papieża. 21:37”.

Fekete zaczyna rządzić w Akademii twardą ręką. Opinia publiczna jest zbulwersowana jego bezkompromisowością i bezpardonowym przejmowaniem kontroli nad życiem kulturalno-artystycznym Węgier. Dochodzi też do konfliktu wewnątrz samej MMA, część członków nie podoba się dyktatura Fekete, a w 2012 niektórzy spektakularnie występują z Akademii, m.in. artyści Imre Bukta i László Feher.
Anda Rottenberg rządzi polską sztuką twardą ręką. Po zdobyciu wszelkich możliwych nagród stoi na czele jury najważniejszych konkursów, jest członkiem rad programowych najważniejszych muzeów. Sama jasno określa swą dyktaturę mówiąc, że to czy coś jest sztuką jest umową między artystą a dyrektorem galerii. Mając na uwadze fakt iż dla większości dyrektorów i kuratorów jest ona niczym złoty bożek, możemy sobie łatwo wyobrazić na czym polega wolność i demokracja w świecie polskiej sztuki. Jest wiele osób i środowisk zbulwersowanych jej bezkompromisowością i bezpardonowym przejmowaniem kontroli nad życiem kulturalno-artystycznym Polski. Dochodzi też czasami do konfliktów wewnątrz elit artystycznych. Niektórym nie podoba się owa dyktatura. Gdy sytuacja niespodziewanie wymyka się spod kontroli, i np. dyrektorem zostaje ktoś nie z tej listy, jak Paweł Łubowski (wybrany dyrektorem CSW w Toruniu), odbywa się bezlitosny lincz wraz z listami protestacyjnymi nie zostawiającymi suchej nitki na ofierze.


Już wcześniej dochodziło do spięć na linii Gulyás – Fekete. Miały one dwa źródła: jednym była duża wystawa otwarta na początku sierpnia 2012 o dość ryzykownym tytule „Co to jest Węgier?” (Mi a magyar?), której kuratorem był sam Gulyás. Wzięło w niej udział ponad pół setki współczesnych artystów węgierskich, głównie średniego i młodego pokolenia, a jej tematem była narodowa identyfikacja i refleksje w sztuce współczesnej dotyczące zachowania tożsamości narodowej w dobie globalizacji, Unii Europejskiej etc. Jak łatwo się domyślić, wystawa została sceptycznie przyjęta przez środowisko artystyczno-kulturalne czy środowiska lewicowe, które uznały ją za manipulującą kontekstami historycznymi.
Jednym z ciekawszych wątków związanych z Andą Rottenberd była duża wystawa otwarta we wrześniu 2011 o dość ryzykownym tytule „Obok. Polska – Niemcy 1000 lat historii w sztuce”, której kuratorem była sama Rottenberg. Wystawa, ogromna, 1000 lat, 800 eksponatów, 200 instytucji wypożyczających. Tysiąc lat kontra ostatnie sto lat. Los Żydowski. Historia jest dla Rottenberg tylko ramą dla sztuki, zręcznie podsuwaną jako komplet w celach marketingowych. Marketing dotyczył niewątpliwie wystawy Andy Rottenberg jako Dzieła! A zabiegi, prowadzone od wielu lat, miały sprawić, by Dzieło stało się flagowym projektem Polskiej Prezydencji. Tak oto w ramach Polskiej Prezydencji chwalimy Andę Rottenberg, a ponieważ ona chwali przede wszystkim Mirosława Balkę, chwalimy zatem Balkę, bijąc czołem w ziemię. Pójdźmy jednak jeszcze o krok dalej. Tak naprawdę to nie sztuka interesuje Rottenberg, i nie sztuka polska, ale sztuka obrazoburcza, antykatolicka, modernistyczna, najlepiej jeśli na dodatek żydowska, a właściwie z naciskiem na sztukę żydowską, antyniemiecka, odwołująca się do bólu i okrucieństwa. Temat ten zdominował ostatnie sto lat historii i wystawy, i ją zakłamał, bo tu właśnie kuratorka, wkraczając na teren, najlepiej sobie znany i ten, który rzeczywiście chciała zaprezentować, porzuciła już wszelkie próby udawania, że chodzi o historię. W odcinku wystawy dotyczącym szeroko rozumianej współczesności nie chodzi o Historię. Chodzi tylko o historię sztuki współczesnej i Los Żydowski. etc. Jak łatwo się domyślić, wystawa została sceptycznie przyjęta przez środowisko artystyczno-kulturalne czy środowiska prawicowe, które uznały ją za manipulującą kontekstami historycznymi.

Nie jest tajemnicą, że premier Orbán i Imre Makovecz pozostawali w bardzo dobrych stosunkach. Głośno mówi się także o obietnicy Orbána, że po wygranych wyborach w 2010 MMA dostanie decydujący głos w sprawach kultury.
Nie jest tajemnicą, że Minister Zdrojewski i Krytyka Polityczna oraz Anda Rottenberg pozostają w bardzo dobrych stosunkach. Głośno mówi się także o tym, że mają oni decydujący głos w sprawach kultury, ich kręgi dostają najwięcej dotacji.

Wszystko odbywa się jednak pod płaszczykiem zgodności z prawem, co zapewnia wpis do konstytucji ustawy CIX z 2011, przekształcającej MMA w instytucję publiczną.
Wszystko odbywa się jednak pod płaszczykiem zgodności z prawem, co zapewnia odpowiednie kontrolowanie instytucji publicznych.
Sytuacja jest o tyle przerażająca, że wpływ MMA na życie artystyczno-kulturalne nie ogranicza się do zmian prawnych czy administracyjnych. MMA próbuje wprowadzić doktrynę, którą można by określić jako„sztuka narodowa” czy może raczej „sztuka o narodzie”. Zjawisko sztuki krążącej wokół węgierskości, historii narodu, jego korzeni, dotychczas marginalne, zostaje podniesione do rangi sztuki instytucjonalnej, mało tego: oficjalnej i obowiązującej!
Sytuacja jest o tyle przerażająca, że wpływ obecnej elity na życie artystyczno-kulturalne nie ogranicza się do zmian prawnych czy administracyjnych. Czołówka polskiego artworldu próbuje wprowadzić doktrynę, którą można by określić jako „sztuka antynarodowa” czy może raczej „sztuka o ciemnym narodzie”. Zjawisko sztuki krążącej wokół antypolskości, zmanipulowanej historii ciemnogrodu, jego korzeni, zostaje podniesione do rangi sztuki instytucjonalnej, mało tego: oficjalnej i obowiązującej!

„Nie potrzeba nam rzeczy obscenicznych, okropnych, nie potrzeba nam hańbienia Kościoła, nie potrzebne są nam skandale i prowokacje – nie jest to zadaniem nowej sztuki narodowej”
„Potrzeba nam rzeczy obscenicznych, okropnych, potrzeba nam hańbienia Kościoła, potrzebne są nam skandale i prowokacje – jest to zadaniem nowej sztuki anty-narodowej”
Kilka dni wcześniej kilkunastu artystów zakłóciło obrady MMA, wpadając na posiedzenie członków akademii z transparentem „Wykopać MMA, sztuka jest wolna”
Niedawno byliśmy obserwatorami wydarzeń, gdzie grupa młodzieży demonstrowała i zakłócała wykłady na polskich uniwersytetach, żądając równego dostępu do debaty.
Demonstranci wykrzykiwali postulaty, domagali się zniesienia ustawy dotyczącej MMA, autonomii kultury, niezależności Műcsarnok, a także demokracji i przejrzystych zasad dotowania kultury. W kierunku demonstrujących ruszyli strażnicy, a także członkowie MMA. Doszło do szarpaniny i rękoczynów. Jeden z demonstrujących, artysta Csaba Nemes, został sponiewierany przez strażników, którzy dosłownie wykopali go z sali obrad. Do tego jeden z akademików uderzył Nemesa w twarz teczką na dokumenty.
Demonstranci wykrzykiwali postulaty, domagali się autonomii kultury, niezależności Uniwersytetów, zniesienia dominacji lewicowego mainstreamu, a także demokracji i przejrzystych zasad dotowania kultury. W kierunku demonstrujących ruszyli strażnicy, a także członkowie Uniwersytetów, mimo iż uczestnicy wykonywali jedynie rytualny już taniec zwany hardbass – wprowadzający tzw. społeczny nieporządek z przymrużeniem oka. Nie doszło jednak do szarpaniny i rękoczynów. Mimo to, polskie elity i oficjalne media były zbulwersowane agresją demonstrantów przyklejając z automatu metkę nacjonalizmu i faszyzmu. Premier Tusk powiedział: „Ja uważam, że stała się rzecz straszna, choć nikt nikogo nie pobił.” Zapewnił, że jeśli tylko będzie taka możliwość, to służby państwa będą zapobiegać takim przestępstwom czy wykroczeniom.
W lutym tego roku Wolni Artyści zorganizowali kolejny protest przez budynkiem Műcsarnok, ponownie domagając się niezależności tej instytucji i sprzeciwiając się jej przejęciu przez MMA.
Wolni Artyści The Krasnals nie raz organizowali protest przed Ministerstwem Kultury, domagając się niezależności sztuki i sprzeciwiając się jej przejęciu przez Andę Rottenberg i Krytykę Polityczną.
Jak widać, sytuacja na Węgrzech nie jest wesoła. Najgorsza jest niemoc, niemożność zatrzymania ekspansji MMA i Györgya Fekete. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem byłaby zmiana rządu, na co się, niestety, nie zanosi. Poparcie dla Fidesz i premiera Orbána nadal jest wysokie.
Jak widać, sytuacja w Polsce nie jest wesoła. Najgorsza jest niemoc, niemożność zatrzymania ekspansji Andy Rottenberg i Krytyki Politycznej. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem byłaby zmiana rządu, na co się, być może zanosi. Poparcie dla PO i premiera Tuska na szczęście gwałtownie spada. 
.
.

January 13, 2013

Sasnal is dead...

Malarz chiński & Whielki Krasnal. The Krasnals "Sasnal is dead / Sasnal Chińczyk polskiej sztuki nie żyje / Tanie Sasnale z Chin / Fabryka". 2025. Olej na płótnie. 50 x 50 cm. Edycja 6/10

Sasnal Chińczyk Polskiej Sztuki Ludowej nie żyje
Co się kurwa do cholery za tym kryje?
Zdechłe Tanie Sasnale sprzedają Super Krasnale
Kupić je możecie a nie pożałujecie.
Szósta sztuka leci, cieszą się wszystkie dzieci.
Anda zgrzyta zębami, bo kasa jest już z Krasnalami.
Zaczyna szukać nowych artystów
co zrobią z siebie KorpoHoloArteOnanistów.
Bo gdy zabraknie miseczki i mleczka, na tym kończy się bajeczka.
Nie ma na ambitną sztukę kasy bez naiwnej polskiej rasy.
Ów wierszyk SzhitArteHoloArtystom dedykujemy,
za całą twórczość z głębi dupy dziękujemy.






January 3, 2013

List otwarty do dyrektorów Biur Władzy Artystycznej (BWA), Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego oraz Premiera Polski Donalda Tuska.

Whielki Krasnal. The Krasnals "Autoportret". 2013. Olej na płótnie. 46,5 x 33,5 cm

Za czy przeciw demokracji w polskim art worldzie?
Czyli o potrzebie miejsc wystawienniczych dla artystów, którzy nie chcą być dziwkami systemu produkującego spektakl sztuki na potrzeby władzy.

Szanowny Panie Premierze, Panie Ministrze, Szanowni Dyrektorzy BWA, Muzeów oraz innych galerii publicznych.

List powstał w wyniku odpowiedzi, a w zasadzie jej braku na propozycję ekspozycji obrazu The Krasnals „Bitwa pod Grunwaldem / Statek Głupców” (lista instytucji na końcu listu). Naszym zamiarem było zorganizowanie wystawy objazdowej owego obrazu po galeriach publicznych w Polsce. Niestety większość instytucji nie odpowiedziała wcale, część zdecydowanie odmówiła, część się wycofała.

Krzysztof Pomian pisze: „Sztuka nowoczesna, acz nie tylko ona, rzecz jasna, ożywia [...] świadomość tego, że demokracja wymaga różnic – grupowych, politycznych, ideowych, religijnych
i innych – i wymaga sporów. Siłą demokracji jest bowiem jej tylko właściwa
zdolność przekształcania rodzonych przez nie konfliktów z zagrożenia dla
współżycia zbiorowego w źródło dynamiki kulturowej, społecznej i gospodarczej.”

Czyżby osoby odpowiedzialne za sztukę bały się właśnie demokracji, dynamiki kulturowej, a zwłaszcza niepoprawnej refleksji u publiczności?
Bitwa pod Grunwaldem celowo stworzona została w taki sposób, aby trafiała prosto w serca odbiorców, wywoływała rzeczywiste poruszenie, rzeczywiste pytania, a nie tylko takie które pozostają na papierze prac krytyków i naukowców. Celowo do przekazania tego komunikatu wykorzystaliśmy dzieło znane wszystkim Polakom. To zawirusowany mem, przechwycony znany obraz, który może stać się zaraźliwy jak melodia od której nie można się uwolnić. Celowo zostały użyte takie a nie inne środki symboliczne, stylistyczne czy techniczne podporządkowane psychofizjologii widzenia. Dzięki tym zabiegom oraz swemu nowemu znaczeniu, praca ma w sobie potencjał prowokujący do zmiany społecznej. Odwrotnie niż ogłupiająca i usypiająca czujność społeczną praca Piotra Uklańskiego prezentowana obecnie w Zachęcie, nawołująca do dyskoteki, według krytyków odnosząca się do „Bitwy pod Grunwaldem” Matejki.
Czym jest ten kultowy już obraz, którego przestraszyło się całe środowisko artystyczne? Jak czytamy w artykule „Apolitycznie polityczni” w Rzeczpospolitej z dnia 10.12.2012r.:
„Reinterpretacja Statku Głupców przez The Krasnals niesie mocny znaczeniowo wydźwięk. Obraz sytuuje się pomiędzy historyczną metaforą Skargi przyrównującej Rzeczpospolitą do okrętu, a filmem „Rejs" Marka Piwowskiego, uderzającego w groteskowy ton. Statek głupców jest próbą podsumowania ostatnich dziesięciu lat (dekalog) absurdu i zamieszania w państwie,
będącego niekończącą się walką. Fantasmagoryczny charakter postaci, wyłącznie na wpół ludzkich, poprzez spiętrzenie i połączenie, dalej splątanie wzajemnymi relacjami, buduje formalnie prześmiewczą konwencje satyry. Dzięki kompleksowemu
charakterowi dzieła, zapętlającego w jedno wygląd konsumenckiego społeczeństwa, z jego mediami, kulturą, polityką, historią, a przede wszystkim portretowo potraktowanymi kolejnymi uczestnikami „Bitwy" daje nam niesamowicie silny bodziec do refleksji i pytania: co dalej? Statek Boscha płynął w pustkę, a gdzie płyną Polacy?”

CENZURA I DEMOKRACJA
Izabela Kowalczyk dogłębnie analizuje problem cenzury i demokracji w obszarze sztuki. „Chodzi bardziej o brak poszanowania demokratycznych zasad, o niezrozumienie istoty demokracji, ale również o działania wymierzone w wolność tworzenia i wolność odbioru sztuki.”
Bo demokracja, jak pisał Pomian, wymaga różnic, sporów, w odniesieniu do sztuki należałoby powiedzieć, że wymaga współistnienia wielu różnych wizji sztuki. Ale dodać do tego należy, że wymaga też poszanowania wolności obywatelskich, w tym wolności twórczości artystycznej i wolności korzystania z dóbr kultury.

PRAWA I OBOWIĄZKI DYREKTORÓW
O jakim poziomie kultury, i odpowiedzialności rzekomych strażników demokracji sztuki świadczą odpowiedzi w stylu pani dyrektor BWA w Bielsko Białej „DZIĘKUJĘ, ALE NIE PODOBA MI SIĘ TEN OBRAZ”?
„Należy uświadomić sobie, że dyrektorzy instytucji publicznych są przede wszystkim urzędnikami, dla których powinien liczyć się interes publiczny, ich obowiązkiem jest wspieranie twórców, promowanie sztuki oraz zachęcanie publiczności do kontaktu z nią.” (Izabela Kowalczyk) Program wystawienniczy galerii publicznej nie powinien być uzależniony od tego co prywatnie podoba się lub nie podoba dyrektorowi, galeria publiczna jest z założenia instytucją służącą publiczności, a nie prywatnym interesem i gustom osób nią zarządzających. Jeśli artysta informuje, że ma coś ważnego do przekazania publiczności, społeczeństwu, jeśli jest to refleksja dotycząca naszych czasów, dyrektor powinien umożliwić mu publiczne wypowiedzenie się, mimo prywatnie odmiennego zdania. Obowiązkiem dyrektora jest również odpowiedzenie artyście w sposób merytoryczny!

LĘK PRZED WŁADZĄ, KORPORACYJNA SOLIDARNOŚĆ
Niepokojący jest rodzaj argumentów z jakimi spotkaliśmy się ze strony BWA w Kielcach: „Nie chcę obrażać ani niczyich uczuć religijnych, ani patriotycznych - ani - przede wszystkim - elementarnego poczucia estetyki”. Taka wypowiedź świadczy najprawdopodobniej o lęku przed naruszeniem poprawności politycznej, lub mówiąc inaczej, lęku przed władzą hegemonii tworzonego spektaklu sztuki, której to władzy dyrektor BWA jest podległy. Pewne przedstawienia w obrazie ‘źle, nieprawidłowo się kojarzą’, więc należy znaleźć argument dość mocny, aby odmówić zorganizowania niewygodnej wystawy, np.: „Elementy obrazu nie mieszczą się w kategorii jakiejś konstruktywnej krytyki, ale w kategorii inwektyw, dość niesmacznych. Ani artystycznie, ani plastycznie zresztą też się nie bronią.”
Tylko komu i czemu wystawa Bitwy pod Grunwaldem miałaby zagrażać? Jak pisze Izabela Kowalczyk „Czy nie korporacji, jak określić można sieć instytucji wystawienniczych? Dlaczego nie wypowiedział się nikt, biorąc artystę w obronę? Może również w tym przypadku zadziałała korporacyjna solidarność?” „To, co jest zbyt radykalne, zbyt krytyczne, jest od razu przez ten system usuwane na zasadzie reguł rynkowych (takiej sztuki nie można dobrze wypromować i sprzedać, niechętnie pokazuje się kontrowersyjne prace, pewnych artystów nie wpuszcza się do mainstreamowych galerii, nie zaprasza do udziału w prestiżowych wystawach)” Czy sytuacja ta nie kwalifikuje się do jednego z rodzajów cenzury opisywanych przez Izabelę Kowalczyk? „Cenzura prewencyjna polegająca na niedopuszczeniu do otwarcia wystawy czy pokazania danej pracy”.

WALKA PROWOKATORÓW KULTURY Z HEGEMONIĄ SPEKTAKLU SZTUKI
A może owo zagrożenie ma szersze podłoże niż nam się zdaje? The Krasnals - dziwny wytwór sztuki polskiej, określany przez niektórych jako bękart, doczekał się naukowego objaśnienia powodów dla których władza, establishment polskiego artworldu spogląda na niego z pogardą, próbując zamilczeć. The Krasnals, jak pisze Piotr Zańko w książce „Zabijemy was słowami. Prowokacja kulturowa w przestrzeni miejskiej i w internecie”, spełniają bowiem rolę prowokatorów kultury, a „prowokatorzy kultury tworzą sytuację, by walczyć z ponowoczesnym spektaklem sztuki – odrzucają spektakl, opowiadając się za autentycznością”. Obecny establishment sztuki, stworzony z rodzicielki Andy Rottenberg i precyzyjnie dobranego potomstwa, jest ucieleśnieniem korporacyjności w jej najgorszym wydaniu, tworzy konsekwentnie na zasadach hegemonii a nie demokracji spektakl sztuki kultury dominującej oraz władzy. W swojej antytetycznej postawie natomiast przedstawia się jako twór broniący demokracji i promujący autentyczność, co jest totalnym nieporozumieniem. Jednym z głównych celów prowokacji The Krasnals jest kompromitujące zdemaskowanie tego faktu!
Tłumaczy to również Izabela Kowalczyk: „Ci, którzy w obrębie tego pola zajmują dominujące pozycje, mogą manifestować swoją niezależność na zewnątrz, inni zaś muszą się liczyć z ich głosem, a jeśli tego nie robią – skazywani są na milczenie. Jest to więc skomplikowana siatka władzy, w której znaczące jest milczenie wykluczonych, ale również znaczące jest milczenie na temat władzy wykluczeń dokonujących (udając, że mówią z neutralnej, nieumocowanej pozycji).” Władze polskiego świata sztuki regularnie udowadniają, że nie są wcale zainteresowane demokracją, ale raczej utwierdzaniem własnej wizji sztuki. Deklarowanie demokracji zaś może być pożytecznym narzędziem w osiąganiu kluczowych pozycji. Można więc ze smutkiem stwierdzić, że inicjatywy te wpadają we własne sidła, zaś zamiast działań na rzecz demokratyzacji, podejmują działania mające na celu petryfikację zastanego układu. Sytuacja wydaje się o tyle niebezpieczna, że inicjatywy te kreują się jako obywatelskie, niezależne, oddolne. Tymczasem po prostu tak nie jest.

JAKIE MOGĄ BYĆ SKUTKI OPORU KULTURY, EDUKACYJNA ROLA PROWOKACJI KULTUROWEJ
Piotr Zańko uświadamia kolejną z istotnych ról prowokatorów kultury, działającą na niekorzyść korporacji i władzy. "To edukacyjny wymiar prowokacji kulturowej, skutecznie stosowanej za pomocą subwersywnych praktyk, zwłaszcza techniki detournament czyli „przechwytywania”, gdzie „osoba doświadczająca subwersji może na nowo rozważać swoje idee lub koncepcje tekstu, artefaktu lub sytuacji, co w rezultacie może przyczynić się do zmiany postawy.” „Bitwa pod Grunwaldem” jest typowym przykładem metody detournament, gdzie w duchu heglowskiej syntezy następuje „przeniesienie obrazu z oryginalnego kontekstu i wpasowanie go w inny, co tworzy syntezę zwracającą uwagę zarówno na kontekst oryginalny jak i nowy”. Strategia ta pozwala odzyskiwać obrazy, dzieła, przywracać im wywrotową i poetycką siłę, czyli uwalniać spod władzy spektaklu.
W ten sposób działa opór kulturowy tworzony przez prowokatorów kultury. I tu dochodzimy być może do głównego lęku rodzącego się w głowach polskiego artworldu. Jak wyjaśnia Stephen Duncombe „jeśli społeczeństwo angażuje się w opór kulturowy, może to oznaczać iż kultura dominująca oraz władza, którą ona wspiera, skazane są na rychły upadek”.

KONSTRUOWANIE HISTORII
Bitwę pod Grunwaldem można powiązać z szerszym nurtem w sztuce współczesnej dokonującym swoistych dehistoryzacji, pytającym o to, jak historia jest konstruowana, jak jest wykorzystywana ideologicznie, a także w jaki sposób w jej obszar wkrada się fikcja. W tym kontekście kluczowe wydaje się właśnie pojęcie archiwum historii, poddane wnikliwej krytyce między innymi przez Jacquesa Derridę. Archiwum bowiem nigdy nie jest neutralne, wiąże się z zakazem i represją, ustanawia władzę nad historią. Wiążą się z tym pytania o instytucjonalne kształtowanie historii, kto ma wpływ na kształt historii i kto ma do niej dostęp? W tym konkretnym przypadku – kto zadecyduje o pojawieniu się lub nie dzieła artysty w obszarze publicznym, o rozpropagowaniu lub nie jego przekazu, o wpłynięciu lub nie na odbiorców a co za tym idzie na zmiany kulturowe, jak również o tym czy artysta i jego dzieła zapiszą się na kartach historii sztuki? Jeśli odbiorcy uda się znaleźć poza spektaklem, poza jego władzą, nagle może wyjść na jaw to o czym pisze Piotr Zańko, iż to „obrazy prowokatorów kultury są świadectwem zjawisk kulturowych zachodzących w danym okresie historycznym”. Pytanie tylko na ile i dla kogo autentyczność ma znaczenie. Na pewno nie leży ona w interesie władzy polskiego art worldu.

Podsumowując, ubocznym, niezamierzonym efektem „Bitwy pod Grunwaldem / Statek Głupców” stała się prowokacja kulturowa, która zdemaskowała po raz kolejny polski spektakl sztuki, antydemokratyczne zasady jego funkcjonowania, jego uczestników, a zwłaszcza producentów. W tej sytuacji kontynuujemy myśl Foucault, oraz problem uwikłania w kontekst władzy. Niestety mimo deklarowanych demokracji, nadal kluczową rolę odgrywa wizja współczesnego państwa przenikniętego siecią stosunków władzy, gdzie sztuka odgrywa rolę jednego z głównych ogniw. Apelujemy jednocześnie o powrót do tez Josepha Beuysa postulującego demokratyzację sztuki, której wolność przy obecnych układach jest zagrożona.

Panie Premierze, Panie Ministrze, Szanowni Dyrektorzy,
Szanowni władcy, jak tu dalej w tym kraju tworzyć? Co z naszą-waszą Bitwą pod Grunwaldem?

Bibliografia:
- Piotr Zańko „Zabijemy was słowami. Prowokacja kulturowa w przestrzeni miejskiej i w internecie” Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2012, ISBN 978-83-235-0966-0
- Izabela Kowalczyk „Prawo artysty do jego skrzynki albo o potrzebie demokratyzacji pola
Sztuki” tekst publikowany w Zeszytach Artystycznych nr 21, Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, wrzesień 2011.


Wysłane do:
Premier Polski Donald Tusk
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski

Wojciech Makowiecki – Arsenał Poznań
Piotr Cypryański - Bunkier Sztuki Kraków
Agata Smalcerz – BWA Bielsko Biała
Wojciech Kozłowski – BWA Zielona Góra
Dyrektor Marek Puchała - BWA Wrocław
Jan Gryka – Galeria Biała Lublin
Małgorzata Jackiewicz-Garniec – BWA Olsztyn
Stanisława Zacharko – BWA Kielce
Janusz J. Cywicki – Galeria Sztuki Współczesnej Przemyśl
Małgorzata Szymlet Piotrowska – BWA Sieradz
Janina Hobgarska – BWA Jelenia Góra
Janusz Wójcik – BWA Sokół Nowy Sącz
Jarosław Denisiuk – Centrum Sztuki Galeria Sztuki El Elbląg
Wacław Kuczma – BWA Bydgoszcz
Marek Kuś – BWA Katowice
Danuta Błaszczak - Miejski Ośrodek Sztuki Gorzów Wielkopolski
Zbigniew Kraska – Galeria Sztuki w Legnicy
Dariusz Kaleta – Galeria Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu
Czesław Tarczyński - Miejska Galeria Sztuki Częstochowa
Tadeusz Ogrodnik – BWA Piła
Alicja Młodecka, dyrektor WGS BWA Zamek Książ
Paweł Łubowski – CSW Znaki Czasu Toruń
Hanna Wróblewska – Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
Aneta Szyłak - Instytut Sztuki Wyspa
Bożena Czubak – CSW Łaźnia Gdańsk
Dyrektor Fabio Cavallucci – CSW Zamek Warszawa
Izabela Kosowska - Górnośląskie Centrum Kultury Katowice
Mariusz Hermansdorfer – Muzeum Narodowe Wrocław
Wojciech Bonisławski - Muzeum Narodowe Gdańsk
Zofia Gołubiew - Muzeum Narodowe Kraków
Joanna Mytkowska – Muzeum Sztuki Nowoczesnej Warszawa
Agnieszka Morawińska – Muzeum Narodowe Warszawa
Jarosław Suchan - Muzeum Sztuki Łódź
Wojciech Suchocki - Muzeum Narodowe Poznań
Dorota Monkiewicz - Muzeum Współczesne Wrocław
Maria Anna Potocka - MOCAK Kraków


„Kopiuj - wklej” prosimy o rozpowszechnienie listu.

December 28, 2012

Ostatni, centralny Fragment nr 8 "Bitwy pod Grunwaldem / Statek Głupców"

Przedstawiamy ostatni fragment obrazu:
Fragment 8
„Spektakl sztuki, czyli Sztuka w szponach biurokratycznej świni”

The Krasnals "Bitwa pod Grunwaldem". 2012. Olej na płótnie. 430 x 990 cm. Fragment nr 8 „Spektakl sztuki, czyli Sztuka w szponach biurokratycznej świni”

„Prowokatorzy kultury tworzą sytuację, by walczyć z ponowoczesnym spektaklem sztuki – odrzucają spektakl, opowiadając się za autentycznością” Piotr Zańko.

Jednoznacznie negatywnie i aluzyjnie przedstawili rzecz Krasnale u dołu centralnej części obrazu, gdzie pokazany został urzędnik, biurokratyczna świnia mieniąca się menedżerem sztuki, obalony z wózkiem inwalidzkim i później wzięty do niewoli. Świnia wpycha rękę... między czyjeś spodnie szukając tam pieniędzy. Jednocześnie jęczy z rozkoszy posuwając sztukę analnie bez ograniczeń. Jest to wyraźna aluzja do wiarołomstwa kuratorów, krytyków, galerzystów - ludzi rządzących światem sztuki, którzy jako młodzi zdobyli niezbędną wiedzę o tym, jak wykorzystać sztukę do swoich celów. Często za młodu sami chcieli zostać artystami, ale im się nie udało. Dlatego musieli się zrazić do innych artystów, skoro stanęli po stronie oprawców, narzucając mody i trendy w sztuce w zależności od tego z kim występowali w sojuszach.

Takie sprzeniewierzenia bywają w ostatnich latach bardzo częste i nie mają podobnie negatywnej wymowy jak kiedyś. Jeszcze z początkiem XX wieku służyło się narodowi, państwu, a nie bogatemu władcy, księciu, panu - zgodnie z zasadami prawa lennego. W rezultacie do boju przeciw sobie stają często ludzie zupełnie obojętni danej sprawie, a bywa że i krewniacy, jedynie zobowiązani układami - pod groźbą utraty pozycji i zarobków - do wykonywania feudalnych powinności. Taka świnia jest szefem instytucji publicznej, kuratorem, krytykiem lub spekulującym kolekcjonerem ale i rzemieślnikiem walki - stąd nie tak znowu rzadkie bywają wspólne po bitwie i dokonanych transakcjach uczty zwycięzców i pokonanych, którzy emocjonalnie biorąc, nic przeciw sobie nie mają. Dopiero w ubiegłym stuleciu zniknęło dawne rozumienie pojęć bohaterstwa i tchórzostwa, zdrady i wierności, patriotyzmu i zaprzaństwa. Tak pojęcia te rozumieją Krasnale - i tak je interpretują w swych dziełach. Portret przeniewiercy – świni w garniturze, wykonany w „Bitwie pod Grunwaldem” przez Whielkiego Krasnala, ma znaczenie bardzo wyraźnie określone. Jest to jedyna pokazana przez artystę postać, która mimo iż niepełnosprawna, zwłaszcza umysłowo, potrafi wykorzystać wszystkich wkoło do swoich celów, a z naiwnej sztuki uczynić posłuszną dziwkę.

September 16, 2012

Klasyka nie musi być nudna. Konserwatyzm awangardowy.

The Krasnals - projekt pozytywny
"Piękno zakryte" - krok drugi.
Konserwatyzm awangardowy w opozycji do fałszywej awangardy postępu.

The Krasnals "Nefertiti / Tribute to artysta nieznany oraz Christo / Piękno zakryte / z cyklu Piękno w Sztuce". 2012. Olej na płótnie. 40 x 40 cm

Czy nadszedł czas na oddolny ruch konserwatyzmu awangardowego?

Wielu klasykę uważa za nudną i mało oryginalną, kryje wstydliwie swoje przywiązanie do konserwatywnych wartości i podąża za nowoczesną pseudo-wolnością płynącą z postępowego zachodu. Większość jednak nie potrafi się bez niej obejść. Sztuka klasyczna to według badań ulubiona pozycja wielu Polaków.

Nic nie zastąpi nam satysfakcji, jaką mamy podczas kontaktu w pozycji klasycznej.
Nasze ciała są idealnie zespolone, patrzę w jej oczy i widzę w nich miłość i radość ze wspólnie przeżywanej rozkoszy. Wbrew modnej poprawności politycznej, większość mężczyzn jest za klasyką. Mając kobietę pod sobą, w pełni panują nad sytuacją i przez to pewnie się czują. W ten sposób zostaje zaspokojona męska potrzeba dominacji. Wśród kobiet również przeważają zwolenniczki pozycji klasycznej. Dla kobiety jest to pozycja, która daje możliwość seksualnego odprężenia oraz poddania się woli i inicjatywie partnera. Niewielkie nawet zmiany kierunku i siły poszerzają zakres doznań u obydwojga kochanków. Niezliczone głosy ankietowanych świadczą o tym, że warto w tej pozycji eksperymentować.

Niezwykle cenne uwagi na temat konserwatyzmu można znaleźć w tekście Zbigniewa Warpechowskiego na Obiegu z 31.08.2012. Pisze on np. że:
„W pewnym sensie konserwatyzm pokrywa się z awangardą. Konserwatyzm jako sprzeciwianie się jałowemu postępactwu i gonitwie za nowymi trendami i awangarda jako rzeczywista twórczość, odpowiadająca na wyzwania ducha czasu.”
„Konserwatyzm jako rozważna, nieuprzedzona żadną ideologią krytyka wszelkich trendów i pędów, poszukująca tego, co trwałe i niezawodne w myśleniu o sztuce, niepoddający się manii burzenia czy zwalczania jakichś tabu w imię jałowego postępu dla postępu.”
„Od 30 lat sztuka została poddana presji ideologicznej pod nazwą "postmodernizm". Mówię presji, bo to nie artyści byli jego autorami, tylko zgodzili się na wygodne warunki, które im zaoferowano.”
„Istnieje coś, co można nazwać imperializmem kulturalnym w wydaniu soft. Kraje bogate, tym samym mądrzejsze z definicji (w co bardzo wątpię), nie interesują się lokalnymi wariantami kultury, historii, uwarunkowaniami społecznymi; dążą do dominacji tylko swojej wizji ideologicznej. Polacy, jak wiadomo, są pawiem i papugą, zwłaszcza krytycy, którzy poszukują odpowiedników tego, co robi się na Zachodzie, bo to ich usadawia w pozycji ludzi kompetentnych.”
„Zamiast wyzwolenia przyszło rozwydrzenie, wymarzoną wolność zakneblowano poprawnością polityczną, a twórczość artystyczną pokryły miazmaty postmodernu.”

September 11, 2012

Golden View - Widok jest po prostu piękny

"Tylko ci co mogą stracić na swoim interesie za sprawą piękna - są jemu przeciwni" The Krasnals
"Golden View - Widok jest po prostu piękny"

December 6, 2011

Polska Żółć 4 - FATUM FARYZEUSZY

THYMOS, sztuka gniewu, polemika ciąg dalszy.
(polemika m.in. z tekstem Moniki Weychert Waluszko pt. "Gniew piękności szkodzi" na Obiegu.pl)
http://obieg.pl/teksty/23246


 

Przykazanie główne – nie bądź grzesznikiem jak faryzeusze, lecz miłuj bliźniego swego jak siebie samego.

Sami faryzeusze nazywali siebie chawerim tzn. "równi sobie", "współtowarzysze". Faryzeusze byli w zasadzie stronnictwem ludzi świeckich, będącym opozycją wobec kapłańskiej arystokracji saduceuszów, starającym się jednak w swoim postępowaniu przestrzegać świątynnych reguł czystości. Zyskali sobie reputację ekspertów w dziedzinie interpretacji Pisma. Faryzeuszy czasem określa się mianem "Uczeni w Piśmie". Część faryzeuszy spotykała się z krytyką za przesadny formalizm, zadufanie w sobie i obłudę, czyli, że narzucali ludziom przepisy, których sami nie przestrzegali lub też przestrzegali tylko formalnie. W dzisiejszych czasach mianem faryzeusza określa się człowieka fałszywego i obłudnego.

Proszę Państwa, po niezbyt udanej ripoście pana Marcina Krasnego, redakcja Obiegu.pl zdecydowała się na wystawienie kolejnego zawodnika który dowiódłby, iż cokolwiek co niezwiązane byłoby z myślą „Uczonych w Piśmie”, jest ciemnogrodem. Osobą tą jest pani Monika Weychert Waluszko, a tekst nosi tytuł „Gniew piękności szkodzi”. Tym razem mamy do czynienia z sytuacją zdecydowanie bardziej kulturalną, co jest już dużym plusem, z czego ogromnie się cieszymy.

Proponujemy powyżej przytoczoną faryzejską dygresję, wpisującą się w zaproponowaną przez panią Waluszko retorykę biblijną. Ciekawe że jest to retoryka coraz chętniej stosowana przez przedstawicieli lewicy. Może to i dobrze, miejmy nadzieję że środowisko z odrazą odnoszące się do Kościoła ujrzy w nim wiele cech bliźniaczych swoim ideałom i kwestią dyskusyjną będzie komu do nich bliżej a kto traktuje je tylko na pokaz. Najprawdopodobniej funkcjonuje w tym wypadku zasada iż przeciwności się przyciągają, a podobieństwa – jak widać nie. Jednak trochę zabawnie brzmi, gdy wykorzystuje się pewną konwencję bez zrozumienia i przy całkowitym braku dystansu do siebie samego. Artystów, kuratorów i krytyków z poczuciem humoru nie znajdziecie na lewicy. Dystans do siebie – taki chłopski – ma spora część wyszydzanych przez to środowisko ‘ciemnogrodzian’. Nasi „uczeni w Piśmie” np. z założenia nie poniżają się do pewnego poziomu, nie rozmawiają z osobami, które nie wspięły się na odpowiedni stopień humanizmu. Z tego właśnie powodu – o zgrozo – wykluczają, nie dyskutują, ale za to z góry pouczają i pokazują gdzie czyje miejsce. Nachylają się nad karłami i dają reprymendę grożąc palcem wskazującym. Nawet za wiele nie tłumacząc, nie wiadomo czy z braku wiedzy czy z braku dostatecznej motywacji aby wysilać się przy tak niegodnym przeciwniku. Przykro nam jest stwierdzić, że te inne osoby traktuje się jak głupków, oszołomów, czy innych wieśniaków. Autorzy tych uszczypliwych tekstów być może myślą że się obrazimy. Jest wręcz przeciwnie. Za co mielibyśmy się obrażać? Jesteśmy karłami, – jesteśmy. Walczymy w twarzowych maseczkach jak próbuje przedrzeźnić pani Waluszko? Walczymy. Jesteśmy więc sfrustrowani i zazdrośni, nie ma innej opcji (śmiech). A propos twarzowych maseczek, z których w charakterystyczny dla lewicy sposób nabija się pani Waluszko i w ten sam sposób udaje (bo nie posądzamy o rzeczywisty brak zrozumienia) że nie rozumie kluczowego znaczenia anonimowości, przytaczamy sympatyczny cytat prezydenta Komorowskiego. Cytat ten dotyczy dwóch wydarzeń: Europejskiego Kongresu Kultury we Wrocławiu, gdzie zamaskowane Krasnale w pomarańczowych strojach zaskoczyły przybyłego na otwarcie prezydenta, oraz marszu Niepodległości i zamieszek chuligańskich. Prezydent Komorowski chce wprowadzenia zakazu zasłaniania twarzy na demonstracjach. Zakaz zasłania twarzy miałby obowiązywać z pewnymi wyjątkami. "Poza sytuacjami, gdzie te twarze muszą być zasłonięte, bo demonstracją może być na przykład manifestacja krasnoludków".

Pani Waluszko wspomina różne grzechy i grzeszki, np. pisze że krasnale gryzą po kostkach, po czym w kolejnym akapicie z apetytem kąsa korzystając z okazji, dyrektora CSW w Toruniu Pawła Łubowskiego. Jest to dość żenujące, zwłaszcza w kontekście szeroko głoszonych postulatów tolerancji i demokracji w sztuce. My jesteśmy za wolnością, nie za zakazami. Niestety po raz kolejny z przykrością stwierdzamy, że środowisko obecnego establishmentu sztuki jest populistyczne i co najgorsze, z pięknymi ideałami lewicy nie ma nic wspólnego. A kiedy pojawiają się negatywne emocje, niekontrolowanie wymskną się różne rzeczy – jak to, że Krasnale NIE są dla pani Waluszko miłym towarzystwem. Jak słyszymy, że tolerancja i humanizm to dowody demokratycznego działania np. Krytyki Politycznej która monopolizuje polski świat sztuki, to nas pusty śmiech ogarnia. Niestety, są to najczęściej owi ‘uczeni w piśmie’, faryzeusze. Pani Waluszko, co nas bardzo zdziwiło, wyraża jednoznaczną opinię o zbyt miękkim ostracyzmie skierowanym wobec kuratora wystawy Thymos – Kazimierza Piotrowskiego. Poucza i krytykuje za jego grzech pychy. Czy jednak faryzeusze są wolni od tego grzechu? Czy nie powinna obowiązywać zasada – kiedy wymagasz czegoś od innych, sam powinieneś świecić przykładem?
Stan polskiego świata sztuki być może wymaga weryfikacji. Chcielibyśmy aby stanowił on nowoczesną, humanistyczną awangardę która będzie ponad podziałami politycznymi i partyjnymi. Sztuka tak naprawdę powinna dotyczyć tak ważnych sfer naszego życia jak prawa człowieka, prawa obywatelskie, a nie być jak to jest obecnie, przede wszystkim narzędziem propagandy politycznej. Mamy nadzieję, że to będzie nie tylko cel różnej maści krasnali, ale liczymy także na wsparcie kolegów i koleżanek działających w różnych dziedzinach sztuki.

Wracając do panującego dziś oficjalnie w sztuce monopolu skrajnej lewicy reprezentowanego przez Krytykę Polityczną - boimy się każdego monopolu. Monopole są agresywne, starają się opanować wszystko co można. Wszechobecna dominacja jednej formacji może prowadzić do atrapy demokracji. Poza tym monopol jest niekorzystny dla samej władzy. Kontrola, jak w samochodzie pedał hamulca, jest niezbędna. Monopol, który ma niewiele hamulców, albo nie ma ich wcale, jest niebezpieczny. Dobremu politykowi instynkt powinien podpowiadać – nie bierz za dużo, bo się udławisz. Ale osoby jak Anda Rottenberg czy Sławomir Sierakowski, chyba zdają sobie sprawę z zagrożeń, bo niektórymi dziedzinami nie chcą się zajmować np. chlubnymi wydarzeniami z historii Polski czy pozytywnym kreowaniem wizerunku naszego kraju za granicą – wręcz przeciwnie – z zapałem kompromitują nas i obniżają wartość wszystkiego co polskie. Czyżby kompleks prowincjonalny, fatalna miłość do mitycznej zagranicznej nowoczesności, dla której zrobi się wszystko byle by nie popaść w szpony bestii zwanej kołtuństwem, patriotyzmem, narodową ciemnotą…? I kto tu jest chory? Kto powinien być pacjentem poddanym terapii mającej na celu usunięcie mikromanii? Andę Rottenberg znajdujemy w grupie kuratorów utalentowanych, choć ten talent rozwinął się późno i czasem pozostaje przyćmiony. Zbyt często okoliczności decydują o tym, że zaliczamy ją raczej do grupy kuratorów sfrustrowanych i zdystansowanych (osoby które doszukują się frustracji u Krasnali, powinny obrócić swój celownik o 180 stopni i spojrzeć właśnie w tym kierunku. Bo w przeciwieństwie do pani Rottenberg wraz z ekipą, Krasnale są dumne ze swej tożsamości i nie mają żadnych kompleksów). Wystarczy przypomnieć wypowiedzi o ‘nielubianych’ artystach. Teraz jednak stworzyła z Krytyką Polityczną obóz, zdobyła szczyty kariery, zniknęli współpracownicy, najbardziej wpływowi i ambitni. A to wymaga talentu, choć też zdecydowania, bezwzględności i pełnego posłuszeństwa zachodnim elitom. Ale my wolimy od talentu oceniać skuteczność. Dopóki całe to środowisko ma doskonałe układy z ministerstwem kultury i z najbardziej wpływowymi politykami, kłopoty wewnętrzne je omijają. Prawdziwe problemy zaczynają się wraz z pierwszą porażką. Na razie Krytyka Polityczna idzie naprzód i wszyscy, którzy nawet noszą w sobie żale, grają w tej drużynie, bo wiedzą, że to ma sens. Kiedy zaczną się pierwsze kłopoty, zaczną się rozliczenia.

Pani Waluszko mówi w wypadku Piotrowskiego o populizmie. My powiedzielibyśmy raczej o odwadze. Zwłaszcza w kontekście wyczuwanej agresji ze strony środowiska i nawoływania do ostracyzmu. Zawsze stajemy w obronie wolności wypowiedzi twórczej i demokracji w sztuce, co pani Waluszko utożsamiła z popieraniem poglądów politycznych pana Piotrowskiego. Jeszcze raz podkreślamy, że nie popieramy żadnej konkretnej formacji politycznej, lecz bronimy pewnych postaw i wartości. Pani zarzuty są zupełnie nietrafione. Ale rezonans naszych wypowiedzi nam schlebia. Już od prawie 4 lat środowisko traktuje nas jak oszołomów, a jednak ciągle nasze słowa mają jakąś wagę.
Autorka tekstu, która nie pała sympatią do krasnali, dla ułatwienia sobie zadania, dopycha nas na siłę do szuflady z napisem „znienawidzeni przez inteligentnych nowoczesnych ludzi zaściankowi pisowcy” – banalny zabieg skrótu myślowego, do tego oklepany. To demagogia, a reakcja autorki pokazuje, że gra ona na prostych odruchach. Nie na analizie naszych tekstów i prac, których w większości nie przeczytała. Od osoby jednak która ma ambicję i chciałaby zostać poważnym i szanowanym krytykiem, wymaga się solidnego zebrania i sumiennego przeanalizowania istniejących materiałów. Bo w przeciwnym razie krytyk naraża się na kompromitację. The Krasnals natomiast, jako swoiści outsiderzy, w wyniku swoich subwersywnych działań, zgromadzili już pewien istotny kapitał, ileś tysięcy ludzi ich popiera, rokują nadzieje na konkretne zmiany w systemie. Ich obecna pozycja na czele awangardy staje się coraz bardziej prorocza.

Dziś poważnym problemem jest niemożliwość pokazania się w mediach, o czym już wspominaliśmy wiele razy, ale wierzymy, że to się zmieni.
Każdy młody człowiek powinien być otwarty i chłonny na wszystko dookoła. Uważamy, że system poglądów skrajnej lewicy jest z definicji zamknięty. Dzisiejsza elita sztuki zamyka młodych artystów na kontakty z innymi, zamyka im drogę do wolności twórczej…